Jezus błogosławi dzieci. – Andrzej Krzynówek

Łuk 18:15-17.

Każdy z nas bez względu na to, czy mamy swoje dzieci, czy też nie przygląda się im z zachwytem i radością. Dlaczego? Ponieważ dzieci zachowują się inaczej niż my, którzy mamy wyrobiony światopogląd i wiemy jak się zachować.

Myślę, że wielu z nas zazdrości dzieciom swobody. Ostatnio kiedy szedłem do pewnej rodziny na chodniku równolegle szła dziewczynka z tornistrem. Szliśmy tak przez jakiś czas i nagle ona się zatrzymała i krzyknęła: „Ojejku zapomniałam lizaka.” Poradziłem jej, aby się po niego wróciła, skoro to takie ważne.

Skłania mnie to do refleksji. Czy nie tak samo patrzę na tych, którzy są jak dzieci, w Kościele. Nazywamy ich „niemowlęta w Chrystusie”, lub „świeżo nawróceni”. Czy nie mówimy im tak jak uczniowie: „Nie, no tak to nie powinieneś przychodzić do Jezusa. On jest zbyt dostojny.” Myślę, że dzieci, które przynoszono do Jezusa były nie zawsze w kompletnym ubraniu, rozbiegane, roześmiane. No i do końca nie wiedziały kto to jest Jezus, co On robi, czego można się po nim spodziewać. Pomyślmy, czy ze względu na czyjś ubiór, wygląd zewnętrzny, temperament, nie mówimy gdzieś w sercu, albo głośno: „No, tak to do Jezusa nie powinno się przychodzić.”

A jeszcze sprawa wiedzy i poznania. Te „niemowlęta” tak mało wiedzą. To dobra rzecz wiedzieć jak najwięcej o Jezusie, ale czy nie możemy w tym zgubić samej radości z tego, że przebywamy z Nim. Pewien ojciec powiedział mi, że jego syn tak bardzo lubi chodzić do przedszkola, że ma problemy go stamtąd zabrać. Jednak, kiedy ojciec ma urlop syn nie idzie do przedszkola, bo chce być z ojcem w domu. Gdyby to dziecko wiedziało tyle co my to powiedziałoby: „To nie wypada tak opuszczać dni, poza tym zapłaciliśmy za to.” Dla dziecka jednak, te rzeczy nie istnieją, ono chce być z ojcem.

Jest to dla mnie wielka lekcja, nie zabraniajmy dzieciom przychodzić do Jezusa. Jezus powiedział „do takich należy Królestwo Boże.” Kto nie chce doświadczać, błogosławieństw, które wnosi objawienie Królestwa Bożego w nas, sprawiedliwości, pokoju, radości. Jest jeden bardzo prosty warunek, aby to działo się w naszym życiu – POWINNIŚMY BYĆ JAK DZIECI.

Dziecko przyjmuje poważnie to co mówi mu ojciec, dla niego są to największe rzeczy, dlatego, że powiedział to ojciec. Nasz Ojciec Niebiański tak wiele słów mówi do nas. Dzieje się to codziennie i Jego słowo jest „tak i amen”, słowo ponadczasowe i prawdziwe. To co On wypowiada na pewno się wypełni, żadna siła czy moc nie jest w stanie tego zatrzymać. To cudowne, że bez względu na wiek możemy przychodzić i słuchać naszego Ojca z dziecięcą ufnością. Ufam w to, że mój kochany Ojciec nie opuści mnie i nie zostawi. W jego rękach jestem bezpieczny. Wspaniale wyraża tą prawdę Dawid w Ps 131:2. „Zaiste, uciszyłem i uspokoiłem mą duszę, jak dziecię odstawione od piersi u swej matki.” Nawet będąc bezradnymi jak niemowlęta możemy całkowicie zaufać Ojcu.

I jeszcze jedna prawda o dzieciach, która też dotyczy nas. Dziecko stara się o to, aby przypodobać się rodzicom i często okazuje wielkie zaangażowanie w tym kierunku. Pewna mama, samotnie wychowująca dzieci jechała windą ze swoim synkiem. Na jednym piętrze dosiadł się przystojny pan. Syn podszedł i zaczął wypytywać dokąd ten pan jedzie, czy mieszka w tym bloku, jak się nazywa. Mama przez cały czas dawała mu znaku aby przestał, bo była to bardzo niezręczna sytuacja dla niej. W końcu synek dał za wygraną i podszedł do mamy. Po chwili namysłu powiedział głośno: „No co, przecież nie spytałem go czy mu się podobasz i czy nie ożeniłby się z tobą.” Przystojny pan roześmiał się głośno.

Czy robimy wszystko aby przypodobać się naszemu Ojcu, czy żyjemy tak aby On był zadowolony z nas. Wiem, że aby zając taką postawę muszę znać Ojca i wiedzieć jaki On jest. Dla dziecka jego ojciec jest najsilniejszy, najmądrzejszy, po prostu wszystko – naj. I chociaż nie zawsze jest to prawda ono wierzy w to mocno. Trudno byłoby się spierać, że tak nie jest. Obojętnie jaki ojciec ma zawód, pozycję społeczną, bez niego świat nie dał by sobie rady.

Nasz Ojciec, chociaż jest niepojęty jednak jest poznawalny. I my bardziej mu ufamy w miarę jak Go poznajemy. Doświadczamy Jego obecności w naszym życiu. Zawsze powtarzam ludziom, którzy się nawracają, że Chrześcijaństwo to wielka przygoda w której przeżyją wiele niebezpieczeństw, radości oraz trudności. Jednak nie będą w tym osamotnieni, bowiem Ojciec będzie przy nich zawsze. Da im przewodnika – Ducha Świętego i mapę, czyli Słowo Boże.

Kiedy byłem dzieckiem bardzo często Ojciec zabierał mnie na wycieczki, byłem zbyt mały aby radzić sobie sam wiedziałem, jednak, że dopóki on jest ze mną to nic mi się nie stanie. Bez względy na to czy byliśmy w lesie, na rowerach, czy na wodzie ja ufałem memu ojcu. Na jednej z takich wycieczek znaleźliśmy stare drzwi, mój tato położył je na wodzie a na nich mnie. Wtedy jeszcze nie wiedziałem nic o pływaniu, ale nie było to dla mnie ważne, wiedziałem, że tato umie dobrze pływać. On popychając przed sobą drzwi, na których byłem ja, przepłynął całe jezioro. Myślę, że teraz gdybym nie umiał pływać, to za żadne skarby nie wlazłbym na taką tratwę. Dlatego, bo nie jestem już dzieckiem i słyszałem tyle historii o nieszczęśliwych wypadkach nad wodą.

I może nie wchodźmy na takie tratwy teraz, ale wejdźmy do tej, która płynie po wodach tego świata. To prawda woda jest głęboka i niejeden w niej utonął. Jednak, jeżeli zaufamy, że tratwą kieruje nasz kochany Ojciec, to na pewno dopłyniemy do celu i nie utoniemy. Utonięcie jest niemożliwe dlatego, że znamy naszego Ojca i On nas zna i jesteśmy dla niego cenni.

„Jeśli tedy wy, będąc złymi potraficie dawać dobre dary dzieciom swoim, o ileż więcej Ojciec wasz, który jest w niebie da dobre rzeczy tym, którzy go proszą.” Mat 7:11.

Andrzej Krzynówek

Kim jestem. – Krzysztof Wawrzeniuk

Gdyby ktoś przeprowadził ankietę uliczną pytając przechodniów o to kim są zapewne usłyszałby różne odpowiedzi. Na pewno ktoś odpowiedziałby, „Ja jestem uczniem”, ktoś inny, „Ja jestem pracownikiem”, „Ja jestem policjantem i dbam o bezpieczeństwo”. Napotkany patriota powiedziałby z dumą „Ja jestem Polakiem”. Ktoś religijny określiłby siebie jako „Katolika, Polaka”. Przykłady można by mnożyć i nie ma jakichkolwiek podstaw do tego, aby tym osobom nie wierzyć, zapewne powiedziałby prawdę. Jednak można zastanowić się nad tym, co określa to, kim jestem. Ważna jest odpowiedź na pytanie: czy to, kim jestem uzależnione jest od tego, co robię? A może przeciwnie to, co robię uzależnione jest od tego, kim jestem. Z punktu widzenia chrześcijańskiego druga odpowiedź jest prawidłowa.

Przyjrzyjmy się wydarzeniom biblijnym. Sedno relacji Stwórcy ze stworzeniem zawiera się w słowach: „uczyńmy człowieka na obraz nasz, podobnego do nas.” Są to słowa, które wypowiedział Bóg w ogrodzie Eden, jeszcze przed upadkiem i mówią nam one, że człowiek jest odbiciem chwały Bożej. Bożym zamierzeniem było, aby człowiek był podobny do Niego. W harmonii, jaka panowała w Edenie między Bogiem a człowiekiem łatwo było Adamowi i Ewie samo określić się. Odbicie Boga, podobni do Niego. Jednak ten stan świadomości został zachwiany w wyniku grzechu, który pojawił się na świecie. Adam i Ewa utracili swoje prawdziwe postrzeganie rzeczywistości. Czytamy w 1Mo 3:7-8, że próbowali ukryć się przed Bogiem. Czy nie pokazuje to błędnego zrozumienia tego, kim jest Bóg? Jak można ukryć się przed Bogiem? Po upadku Adam i Ewa nie myśleli logicznie a ich umysły zostały pozbawione prawdziwego poznania Boga. A tym samym stracili poznanie tego, kim naprawdę są.

Pierwszy Adam zgrzeszył i w wyniku tego cała ludzkość zawiniła. Dopiero drugi Adam, czyli Jezus Chrystus doprowadził przez swoją śmierć na krzyżu do pojednania z Bogiem. Owo pojednanie dla współczesnych ludzi jest możliwe dzięki nawróceniu. Nawrócenie to akt odwrócenia się od grzechów i oddania się Jezusowi Chrystusowi, który jedynie może człowiekowi przebaczyć wszystkie grzechy i obdarzyć życiem wiecznym. Nawrócenie ma dwa elementy. Pierwsze to upamiętanie, gr. metanoia ozn. zmianę umysłu, sposobu myślenia, celu [Mt 3:8 Dz 20:21; 26:20 2Ko 7:10 por Iż 55:7]. W upamiętaniu zawiera się element intelektualny zmiany poglądu na grzech. Człowiek uznaje grzech nie tylko za słabość i nieszczęśliwy wypadek albo pomyłkę, ale za osobistą winę, wykroczenie przeciwko Bogu. Upamiętanie angażuje także uczucia człowieka [2Ko 7:10]. Upamiętanie to coś więcej niż wyrzuty sumienia. Człowiek mający wyrzuty sumienia żałuje, że grzech został ujawniony, ale nie żałuje, że grzech popełnił. Upamiętanie w znaczeniu biblijnym angażuje również wolę człowieka. Człowiek musi podjąć decyzję odwrócenia się od grzechu i zwrócenia się do Boga. Drugie to wiara, gr. pistis ozn. mocne przekonanie bazujące na słuchaniu Słowa Bożego i posłuszeństwie Bogu. [Jn 3:16 Dz 16:31 Rz 1:6; 3:25; 10:8-10 Ef 2:8 Hbr 11:1 2.6] Wiara angażuje umysł [Rz 1:19-20; 10:14.17]. uczucia [Mt 13:20-21 Jn 8:30-31] i wolę człowieka [Mt 11:28-29 Łk 14:26.33 Jn 1:12 Rz 10:9]. Wiara jest zdolnością pochodzącą od Boga, gdyż rodzi ją w człowieku Słowo Boże: Rz 10:17 2Pt 1:1 Jd 3.

Zbyt wielu chrześcijan zapomina o tym czego doświadczyli i utożsamia się z pierwszym Adamem, którego smutna historia upadku zapisana jest w 1Mo 1-4. Widzimy siebie jako obozujących na zewnątrz ogrodu Eden. Wiemy, że upadliśmy i na zawsze straciliśmy Raj. Wydaje się, że nie potrafimy powstrzymać się przed powtarzaniem upadku Adama w każdym dniu naszego życia. To prawda, że odziedziczyliśmy swoje życie fizyczne od Adama. Jeżeli jednak jesteś chrześcijaninem, na tym kończy się podobieństwo. Teraz jesteś utożsamiony z ostatnim Adamem, Jezusem Chrystusem. Nie musisz przebywać poza obecnością Boga, jak Adam. Różnica pomiędzy tymi Adamami posiada głębokie, wieczne znaczenie w twoim życiu. Musisz być pewien, że utożsamiasz się z właściwym Adamem. „Albowiem jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy zostaną ożywieni.” (1Ko 15:22).

Ponieważ jesteś świętym w Chrystusie przez Boże powołanie, masz udział w dziedzictwie Chrystusa. Poniższa lista przedstawia w pierwszej osobie liczby pojedynczej to, kim naprawdę jesteś w Chrystusie. Są to niektóre teksty biblijne odzwierciedlające to, kim stałeś się w chwili duchowych narodzin. Nie możesz na nie zasłużyć ani zapracować, są one gwarantowane tobie przez Słowo Boże po prostu dlatego, że narodziłeś się w świętym Bożym ludzie przez wiarę w Chrystusa.

Jestem solą ziemi (Mat 5:13). Jestem światłością świata (Mat 5:14). Jestem przyjacielem Chrystusa (J 15:15). Jestem wybrany i ustanowiony przez Chrystusa, aby przynieść Jego owoc (J 15:16). Jestem niewolnikiem sprawiedliwości (Rz 6,18). Jestem niewolnikiem Boga (Rz 6:22). Jestem synem Boga, Bóg jest duchowo moim ojcem (Rz 8,14-15; Gal 3.26; 4.6). Jestem współdziedzicem z Chrystusem dzieląc z Nim Jego dziedzic­two (Rz 8,17). Jestem świątynią — miejscem zamieszkania — Boga. Jego Duch Święty i Jego życie mieszka we mnie (l Kor 3:16-6.19). Jestem zjednoczony z Panem i jestem z Nim jednym duchem (l Kor 6:17). Jestem członkiem ciała Chrystusa (l Kor 12:27; Ef 5:30). Jestem nowym stworzeniem (2 Kor 5:17). Jestem pojednany z Bogiem i jestem sługą pojednania (2 Kor 5:18-19). Jestem synem Boga i jestem w Chrystusie (Gal 3,26.28). Jestem dziedzicem Boga, ponieważ jestem synem Boga (Gal 4:6-7). Jestem święty (Ef 1:1; l Kor 1:2; Flp 1:1; Kol 1:2). Jestem Bożym dziełem — dziełem Jego rąk — narodzonym na nowo w Chrystusie do pełnienia Jego dzieła (Ef2,10). Jestem współobywatelem wraz z resztą Bożej rodziny (Ef 2:19). Jestem więźniem Chrystusa (Ef 3:l; 4:l). Jestem sprawiedliwy i święty (Ef 4:24). Jestem obywatelem nieba posadzonym już teraz w niebie (Flp 3:20; Ef 2:6). Jestem ukryty z Chrystusem w Bogu (Kol 3:3). Jestem wyrazem życia Chrystusa, ponieważ On jest moim życiem (Kol 3:4). Jestem wybrany przez Boga, święty i umiłowany (Koi 3:12; l Tes 1:4). Jestem synem światłości, a nie ciemności (l Tes 5:5). Jestem świętym uczestnikiem niebiańskiego powołania (Hbr 3:1). Jestem uczestnikiem Chrystusa; mam udział w Jego życiu (Hbr 3:14). Jestem jednym z żywych Bożych kamieni budowanych w Chrystu­sie jako duchowy dom (l P 2:5).Jestem członkiem wybranej ludzkości, mesjańskiego kapłaństwa, świętego narodu, ludu będącego własnością Boga (l P 2:9-10). Jestem obcym na tym świecie, w którym żyję chwilowo (l P 2:11). Jestem wrogiem szatana (l P 5:8). Jestem dzieckiem Boga i będę podobny do Chrystusa, kiedy On powróci (l Jn 3:1-2). Jestem narodzony z Boga, a zły — diabeł — nie może mnie dotknąć (l Jn 5:18).

Nie jestem wielkim „Ja jestem” (2Mo 3:14; J 8:24.28.58). Lecz dzięki łasce Boga jestem tym, kim jestem (l Kor 15:10).

Krzysztof Wawrzeniuk.

Boże narodzenie. – Jacek Polonis

„A ty, Betlejemie Efrata, najmniejszy z okręgów Judzkich z ciebie mi wyjdzie ten, który będzie władcą Izraela. Początki jego od prawieku, od dni zamierzchłych.” (Mi 5:1)

Tak prorok Micheasz przepowiedział przyjście Jezusa Chrystusa, dokładnie określając miejsce, w którym narodzi się zbawiciel. Betlejem za czasów Jezusa miało nie więcej niż tysiąc mieszkańców w większości pasterzy i ubogich wieśniaków. Było niewielkie, ale miało jeden ważny atut – znajdowało się na szlaku handlowym łączącym Jerozolimę z Egiptem (Jer 41:17). Prawdopodobnie to sprawiło, że stało się ono jednym z ośrodków spisu ludności.

Do Betlejem właśnie udał się zobowiązany dekretem cesarza Augusta (Łuk 2:1) Józef ze swoją niedawno poślubioną brzemienną żoną Marią. Dlaczego Maria zdecydowała się na 150 km wędrówkę z Nazaretu do Betlejem w dziewiątym miesiącu ciąży, dokładnie nie wiadomo. Być może również była zobowiązana do stawienia się osobiście na spisie, albo, co jest bardziej prawdopodobne Józef nie chciał zostawić jej w takim stanie samej. Po za tym anioł przy zwiastowaniu przepowiedział, że nowonarodzonemu odda tron Dawida, wobec czego podróż do miasta Dawida była zupełnie naturalna.

Droga z Nazaretu do Betlejem nie przypominała innych dróg Imperium Rzymskiego doskonale wytyczonych i utrzymanych. Była to ciężka trasa, na pewno zatłoczona z powodu wspomnianego już spisu. Do czterodniowej wędrówce małżonkowie dotarli wreszcie do Betlejem. W tamtejszej gospodzie nie było jednak dla nich miejsca. To ważne stwierdzenie, ponieważ wskazuje, że w gospodzie nie brakowało miejsca na nocleg, ale brakowało odpowiedniego dla nich miejsca, dla spodziewającej się dziecka matki, która potrzebowała odosobnienia i spokoju.

Słowo gospoda dla nas mających pewne wyobrażenie takiego miejsca może być bardzo mylące. Gospoda za czasów Jezusa to nic innego jak niewielki plac pod gołym niebem, otoczony murem, w którym znajdowało się tylko jedno wejście. Zwierzęta z karawan spały pod gołym niebem na środku placu a ludzie, którzy załatwiali tam wszystkie swoje potrzeby fizjologiczne spali w zadaszonej części gospody. Dla ostatnich gości pozostawał kawałek ziemi przy zwierzętach. Nie tyły to warunki odpowiednie dla matki oczekującej porodu. W Ewangelii Łukasza czytamy, że nowonarodzone z Maryi dziecię było ułożone w żłobie. Żłób oznacza jednocześnie szopę a szopa grotę lub mały schron. Być może miejscem narodzin Jezusa była mała stajenka, częściowo zajęta przez zwierzęta, pewnie ciemna i brudna, ale oddalona nieco od wioski, co gwarantowało spokój przyszłej matce. W takich właśnie warunkach urodził się Jezus Chrystus najwspanialszy człowiek jaki kiedykolwiek pojawił się na tym świecie.

Najkrótszy opis narodzin wymaga, aby obok miejsca narodzin podać przynajmniej jeszcze ich datę. I tu zaczynają się problemy. Ewangelie podają tylko jedną dokładną datę, która wydarzenia ewangeliczne łączy z historią powszechną (Łuk 3:1). Ewangelia Łukasza i Jana zawierają jednak kilka faktów, o których mówią inne źródła historyczne i na ich podstawie można z pewnym prawdopodobieństwem określić, kiedy narodził się Chrystus. Punktem oparcia i to zupełnie pewnym dla ustalenia daty narodzin Jezusa jest fakt, że Jezus narodził się przed śmiercią Heroda Wielkiego. Bo to właśnie Herod Wielki wydał rozkaz wymordowania dzieci w wieku od dwóch lat i mniej. Wiadomo, że Herod wydał ten rozkaz gdy był już bardzo stary, najprawdopodobniej w roku swej śmierci, która przypadła na marzec lub kwiecień 750 r pne. Rozkaz Heroda owładniętego manią zamachu na swoją pozycję (Jezus wg. przepowiedzi miał być królem żydowskim) nakazywał wymordowanie dzieci dwuletnich i młodszych. Więc, Jezus przyszedł na świat pomiędzy rokiem 6 a 4 pne, najprawdopodobniej, co potwierdza już bardziej szczegółowa analiza w 6 r pne.

Pomocnym w ustaleniu dokładnej daty narodzin Jezusa, może być fakt spisu ludności na podstawie dekretu Augusta przeprowadzonego przez Kwiryna. Jednak próba ustalenia za pomocą tego wydarzenia narodzin Jezusa jest bardzo skomplikowana a przez to mniej czytelna niż opisana wcześniej w oparciu o śmierć Heroda.

Były próby ustalenia daty narodzin Zbawiciela w oparciu o wiedzę astronomiczną w związku z ewangeliczną wzmianką o gwieździe, która zaprowadziła trzech mędrców do Betlejem. Niektórzy twierdzili, że była to kometa Halleya, inni, że będące w tym samym położeniu na niebie Jowisz i Saturn. Jednak czytając Ewangelię św. Mateusza odnosi się wrażenie, że było to zjawisko, nie tyle niecodzienne, bo takim byłaby kometa Halleya, czy zbieg położeń Saturna i Jowisza, lecz cudowne, którego wytłumaczyć się nie da.

Jak więc widzimy są kłopoty z ustaleniem roku w którym urodził się Jezus. Nie znany jest też miesiąc i dzień tych narodzin. Dlaczego więc dzień 25 grudnia jest dniem Bożego Narodzenia? Prorok Malachiasz zapowiedział Jezusa jako „słońce sprawiedliwości”. Jan nazywa go „światłością prawdziwą, która oświeca każdego człowieka na ten świat przychodzącego. Sam Jezus mówił o sobie, że jest „światłością świata.” Dzień 25 grudnia jest dniem przesunięcia zimowego, od tego czasu dzień staje się coraz dłuższy. W związku z tym dzień ten jest symbolem zwycięstwa światłości nad ciemnością – zwycięstwa Jezusa nad śmiercią. Taki był motyw obchodów Bożego Narodzenia tego właśnie dnia. Pierwsze wzmianki o tym święcie pochodzą z IV w. zaraz po zakończeniu się prześladowań chrześcijan.

Pokrótce przypomnieliśmy sobie, kiedy i gdzie Jezus przyszedł na świat. Przypomnieliśmy sobie mając świadomość, że nie data i miejsce narodzin Chrystusa są najważniejsze. Najważniejsze jest to, że Jezus Chrystus posłuszny woli Ojca przyszedł na ten świat. W Ewangeliach mało jest chronologii, ich autorzy niewiele uwagi zwracają na daty, na fakty spoza życia Jezusa. Wszystko to po to, aby zwrócić uwagę czytających nie na drobiazgowe rozlicznie dni i lat, które mogłyby zaspokoić ciekawość umysłu, ale na przekazanie dobrej nowiny, dzięki której mamy życie w Jezusie Chrystusie. Zbliżający się czas świąt jest dla nas okazją do podziękowania Bogu za wspaniały plan zbawienia, którego dopełnieniem jest ziemska misja Jezusa rozpoczęta ponad 2000 lat temu w Betlejem.

„Uznajmy to święto nie jarmarcznie, lecz bosko, nie na sposób świecki, lecz nadziemski, nie jako nasze, lecz jako Tego, który jest nasz, a raczej tego, który jest Panem, nie jako święto słabości, lecz uzdrowienia. Nie rozkoszujmy się hulankami i pijatykami. Zostawmy to Hellenom i helleńskiemu przepychowi i obchodom! Oni nawet bogom przypisują cieszenie się zapachem ofiar i stosownie do tego czczą bóstwo brzuchem, źli złych demonów twórcy, kapłani i czciciele. My zaś, którzy czcimy Słowo – jeśli trzeba nam czymś się rozkoszować – rozkoszujmy się słowami proroków i Boskiego prawa, i dziejami zbawienia, a szczególnie Ewangelią, która jest podstawą dzisiejszej uroczystości. W ten sposób nasze rozkosze będą stosowne i godne Tego, który was wezwał na ucztę.”

Jacek Polonis

Postmodernizm. – Krzysztof Wawrzeniuk

Postmodernizm jest pojęciem bardzo szerokim znaczeniowo i odnosi się do wielu dziedzin ludzkiej aktywności intelektualnej i estetycznej. I tak mówimy o postmodernizmie w filozofii, architekturze, literaturze, muzyce, filmie. Angielska gazeta, The Independent, określiła postmodernizm następująco: „Nikt nie wie, czym jest postmodernizm, więc używaj tego pojęcia do woli.” Przedrostek „post” wskazuje na nową epokę, która następuje po modernizmie. W języku polskim przyjęte słowo „postmodernizm” nie oddaje dokładnie tego, co francuskie „la postmodernisme”, czy angielskie „postmodernism”. Adekwatnym do tych pojęć w języku polskim byłoby pojęcie ponowożytność. Jednak, słowo „postmodernizm” w znaczeniu ponowożytność zakorzeniło się w naszej mowie i dlatego zostało tu użyte.

W niniejszym artykule, który jest pierwszym z dwóch, zajmiemy się genezą idei postmodernistycznych oraz streszczeniem głównych pojęć nadawanych postmodernizmowi przez filozofów i ich wpływem na kulturę. W przyszłym miesiącu zajmiemy się oceną twierdzeń postmodernistycznych uczonych, zastanowimy się jak Chrześcijanie powinny odpowiedzieć na wyzwanie postmodernizmu oraz jak być znaczącą siłą kształtującą kulturę i społeczeństwo.

1. Modernizm.

Zrozumienie idei postmodernistycznych wymaga zapoznania się z kontekstem, w jakim się one pojawiły. Dlatego należy najpierw krótko omówić podstawowe założenia modernizmu, przeciwko któremu występuje postmodernizm.

Początków modernizmu należy upatrywać w renesansie (14-16 wiek). Wczesne oświecenie to czas dojrzewania idei modernistycznych, a wiek 19 to złoty wiek dla modernizmu. W uproszczeniu, można uznać, że modernizm scharakteryzuje się:

  • Wiarą w postęp jako dobro nadrzędne.
  • Wiarą w rozum oraz odrzuceniem wszystkiego, co uznawano za prawdę ze względu na tradycję.
  • Wiarą w progres dzięki nauce.
  • Nadzieją na lepsze jutro. Rozum i wiedza obiecały wyzwolić ludzkość od ignorancji i nieracjonalności. Kluczowymi słowami stały się: prawda, sprawiedliwość i wolność.
  • Nowatorskim wolnomyślicielstwem idącym w parze ze wzrostem gospodarczym oraz wielkimi aglomeracjami miejskimi.
  • Popularyzowaniem idei liberalnej demokracji oddanej, tolerancji, humanizmowi, oraz biurokracji.

Modernizm jednak zawiódł z następujących powodów:

  • Po pierwsze, modernizm zbyt długo nie przynosił oczekiwanych rezultatów. Głód, choroby, ignorancja, wojny ciągle są obecne na świecie.
  • Nauka nie tylko przyniosła pozytywny postęp, ale także negatywny. Większość naukowych badań łączy się ze skutkami ubocznymi. Np. zanieczyszczone środowisko.
  • Modernizm w pogoni za tym, co empiryczne zaniedbał to, co mistyczne. Duchowość oraz emocjonalność ludzkości były niezaspokojone.
  • Modernizm nie dawał odpowiedzi na sensowność i celowość etyki i moralności.
  • Niektóre idee modernizmu były wykorzystane nie, aby przynieść wolność i oświecenie, lecz różne formy opresji i totalitaryzmu.
  • Możliwe, że podkreślanie poddawania w wątpliwość i krytyki wszystkiego obróciło się przeciwko modernizmowi. Skoro możemy podważyć wszystko, możemy zanegować modernizm.

Modernizm oferuje dobre idee jednak ich wykonalność pozostawiała wiele do życzenia. To doprowadziło do zwątpienia w jego obietnice. Oczywiście modernizm nie został zupełnie wyparty z teraźniejszości. Wydaje się, że zbyt bardzo zakorzenił się w naszym społeczeństwie. Jednak jest on zagrożony przez postmodernizm. W obecnym czasie obydwa systemy istnieją paralelnie w naszym społeczeństwie.

2. Postmodernizm w filozofii.

Pojęcie postmodernizmu do filozofii wprowadził Jean-Franeois Lyotard w 1979r., lecz idee, które dzisiaj wiąże się z tą filozofią były także równolegle rozwijane przez innych filozofów, takich jak: Jacques Derrida, Jean Baudrillard czy Richard Rorty. W obliczu sytuacji opisanej powyżej, filozofowie postmodernistyczni uważają, że wkroczyliśmy w nową epokę. Jej radykalna odmienność jest analogiczna do różnic, jakie istnieją pomiędzy starożytnością, średniowieczem i nowożytnością. Uważają oni, że nastąpiło załamanie ciągłości kulturowej oraz zmiana sposobu myślenia. I choć pojęcie postmodernizm nie jest jednoznaczne, można odnaleźć u większości liczących się autorów pewne wspólne tezy. Zajmiemy się prezentacją niektórych z nich.

Zanegowanie uniwersalności rozumu.

Dla wielu współczesnych filozofów racjonalizm stał się synonimem braku obiektywizmu w poznawaniu rzeczywistości, wstecznictwa i uporczywego trwania w przeszłości. Bazując na rozważaniach F.Nitzschego twierdzą oni, że nasz umysł nie poznaje rzeczywistości takiej, jaką ona jest, ale wręcz ją fałszuje. Postmodernistyczni filozofowie uważają, że nie istnieje wspólna ludziom zdolność poznawcza. Każdy człowiek ma właściwy sobie rozum i poznanie ma często charakter bardzo subiektywny. Twierdzenia wypowiadane przez ludzi są tylko „grą językową”. Język nie odwzorowuje świata.

Każdy zaś człowiek dysponuje swoim „prywatnym językiem” i prywatną grą językową, która dla niego stanowi sens. Odrzucenie uniwersalności rozumu jako narzędzia poznawczego prowadzi do odrzucenia idei prawdy i obiektywności, uznania idei pluralizmu, tolerancji i chaosu, odrzucenie idei jedności i ładu oraz postępu.

Odrzucenie idei prawdy i obiektywności.

Negacja kompetencji rozumu prowadzi do zakwestionowania idei prawdy. Skoro wytwory umysłu są tylko „grą językową”, to tracą sens wszelkie rozważania dotyczące obiektywności oraz prawdy. Istnieje jedynie możliwość istnienia prawdy subiektywnej właściwej danej osobie. Każdy stanowi więc o własnej prawdzie. Według postmodernistów nie istnieją żadne wartości uniwersalne, nie można bowiem odnaleźć ich fundamentu. Dobro i zło mają więc charakter jednostkowy i nie nikt nie potrzebuje usprawiedliwiać swoich wyborów ani przed sobą ani przed innym autorytetem. Uznają oni, że poszukiwanie prawdy jest szkodliwe i może doprowadzić jedynie do przemocy i totalitaryzmu. Prawda ich zdaniem jest narzędziem zdobywania i utrzymywania władzy nad innymi. Ci, którzy twierdzą, że mają prawdę wymuszają posłuszeństwo.

Odrzucenie idei jedności.

Postmodernistyczni filozofowie kwestionują możliwość odnalezienia jedności bowiem ich zdaniem rzeczywistość jest nieciągła i zmienna tak jak życie ludzkie. Ponieważ kwestionują oni idee uniwersalności, więc wszelka próba dotarcia do jedności i zgody jest niemożliwa i bezzasadna. Ludzki rozum tworzy tylko gry językowe, więc niemożliwe jest odnalezienie wspólnego gruntu dla jedności i zgody. Wszelkie próby dążenia do jedności utożsamiają oni z totalitaryzmem i terroryzmem. Twierdzą, że w imię jedności łatwo usprawiedliwić przemoc wobec ludzi o odmiennych zasadach i poglądach, tu podają przykłady stalinizmu i nazizmu. W zamian za jedność propagują idee niezgody w znaczeniu odróżniania się oraz chaosu wynikającego z wolności ludzkiej. Jednak, jakie życie społeczne można zbudować na fundamencie niezgody i chaosu.

Pluralizm i tolerancja.

Według postmodernistów jedynym fundamentem budowania społeczeństwa jest pluralizm i tolerancja. Wynika to z założenia, że ludzkie poznanie jest całkowicie subiektywne. Nikt nie ma prawa do tego, aby stwierdzić, że jego poznanie lub moralność jest lepsza od innych. Nie ma także żadnych wartości weryfikacji poznania i moralności. Wobec tego pozostaje uznanie prawa każdego człowieka do posiadania własnych poglądów i postępowania zgodnego z nimi. Jeżeli nie ma zasad prawdy i dobra, to każdy pogląd jest równie uprawniony i musi być tolerowany i uznany. Nie istnieje fundament pozwalający ocenić postępowanie, dlatego każdy wybór musi być tolerowany.

Odrzucenie „wielkich opowiadań”.

Postmodernizm neguje wszelkie światopoglądy i teorie, czy to polityczne, społeczne czy religijne. Loytard stwierdził, że zadaniem tych „wielkich opowiadań” lub „metaopowieści” było umocnienie zaufania do wiedzy i nauki jako źródeł technologicznego rozwoju. Zarówno komunizm jak i chrześcijaństwo są takimi „metaopowieściami” i jako takie straciły na znaczeniu. Nie znaczy, że nie są one już dla nikogo ważne, jednak nie mają już powszechnego znaczenia i wielu ludzi utraciło wiarę w ich przesłanie.

Fragmentacja.

„Wielkie opowiadania” utrzymywały cały system myślowy w spójności. Podważenie tych opowiadań doprowadziło do rozpadu pojmowania świata w wielką ilość fragmentów: tj. fragmentacji. Dlatego postmodernistyczna wiedza przyjmuje formę luźnych informacji, niczego nie wyjaśniają tylko wskazują na nieznane. Informacje te prowadzą do tego, co paradoksalne, niepostrzegalne i konfliktowe. W sztuce najlepiej oddaje tą ideę kolaż, a w telewizji często zmieniające się obrazy.

3. Postmodernizm w kulturze.

Z historii wiemy, że poglądy filozoficzne znajdują swoje odbicie w kulturze. Podobnie jest z postmodernizmem. Nie trzeba być wielkim filozofem, aby zauważyć zmiany w otaczającym nas świecie. Celem naszym jest teraz zwrócenie uwagi na kulturę postmodernistyczną.

Modernizm dzięki swoim obietnicom na lepsze jutro dawał ludziom poczucie bezpieczeństwa. W świecie postmodernistycznym zanegowanie idei obiektywnej prawdy oraz uniwersalności rozumu doprowadza do utraty pewności. Społeczeństwo charakteryzuje się utratą zaufania do osób, środowisk, grup społecznych powołujących się na pewność swoich przekonań. Dlatego narasta niechęć do zinstytucjonalizowanych religii, Kościoła. Często próba zaakcentowania niepodważalności posiadanej wizji świata spotyka się z oskarżeniem o fanatyzm i nietolerancję.

Postmodernistyczne społeczeństwo charakteryzuje się osłabieniem pozycji autorytetów. Dawniej poglądy ludzi wykształconych: nauczyciel, lekarzy, duchownych były szanowane i uznawane. Obecnie nikt nie może rościć sobie prawa do prawdy. Powodem takiego stanu jest zapewne ogólny wzrost poziomu wykształcenia, świadomość ludzkiej omylności oraz krytyka poglądów innych ludzi, popularyzowana w modernizmie.

Upadek autorytetów prowadzi do osobistego zwątpienia w sens egzystencji. Dla wielu próbą ucieczki są narkotyki, używki, intensywny styl życia oraz pogoń za uciechami. Niejednokrotnie ludzie pobawieni ogólnie przyjętej prawdy w społeczeństwie znajdują sobie autorytety, które niekoniecznie posiadają moralne wzorce wartości. Stąd tak popularne są wszelkiego rodzaju subkultury młodzieżowe.

Człowiek nie posiadający fundamentu, prawdy, która stanowi dla niego fundament jest podatny na przyjęcie za absolutną prawdę każdą ideę, która zostanie mu podsunięta. Potrzeba znalezienia poczucia pewności jest jedną z ważniejszych przyczyn, dla których współczesny człowiek, skazany na indywidualne poszukiwanie sensu, łatwo daje wiarę sektom oraz fascynuje się New Age. Społeczeństwo otworzyło się na to, co mistyczne i duchowe, ponieważ modernizm zaniedbał tą sferę istoty człowieka.

Zatarcie różnicy między tym, co obiektywne a subiektywne prowadzi do absolutyzacji ideału tolerancji. Pluralizm staje się nadrzędną zasadą, rządzącą społeczeństwem, czyli innymi słowy, od nikogo nie oczekuje się weryfikowania własnej wizji życia. Każda orientacja życiowa otrzymuje prawo do absolutnego respektowania, stąd walka homoseksualistów o swoje prawa. Krytykowanie odmienności jest wręcz zakazane. Ci, którzy ośmielą się na krytykę są oskarżani o fanatyzm, totalitaryzm lub ciasnotę umysłową.

Totalna tolerancja jest spójna z fragmentacją społeczeństwa. Życie społeczne jawi się jako istnienie obok siebie subiektywnych całostek, pomiędzy którymi zachodzą nikłe relacje. Stąd mamy do czynienia z osłabieniem relacji osobowych oraz częstym odizolowywaniem się od innych. Jednak, fragmentacja i upadek „wielkich opowiadań” prowadzi do zainteresowania się historią jednostki, bez zobowiązań oczywiście. Ludzie uwielbiają słuchać historii innych, stąd tak dużą popularnością cieszą się telenowele. Postmodernistyczny człowiek jest także spragniony informacji. Dlatego programy informacyjne cieszą się wielką oglądalnością.

Kultura masowa tryumfuje. W przeszłości rozróżniano wysoką kulturę od niskiej. Postmodernizm zaciera między nimi różnicę i dlatego widzimy, że Pavarotti śpiewa podczas Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej. Ludzie „wysokich sfer”, literaci przyznają się jawnie do tego, że oglądają telenowele.

Obecnie kupowanie stało się przyjemnością a nie potrzebą. Supermarkety, hipermarkety, giełdy itp. stały się swoistego rodzaju nowymi świątyniami. Marketing i reklama zachęca do kupowania wszystkiego od papieru toaletowego po samochody. Za tym wszystkim kryje się myśl, że w dzisiejszym społeczeństwie nie liczy się treść, lecz wizerunek. Społeczeństwo akceptuje to, co ładnie zapakowane. Regułom zysku podporządkowane jest coraz więcej dziedzin życia: nauka, sport, kultura, oświata a nawet religia.

Zakończenie.

Powyższa analiza pojęć postmodernizmu nasuwa pytanie: Jak Chrześcijaństwo ma odpowiedzieć na wyzwania postmodernizmu i jak może głosić Dobrą Nowinę w nowej sytuacji kulturowej? Na pewno nie można zignorować wyzwań, jakie stawia postmodernizm. Należy poznać kulturę, w której żyjemy i szukać skutecznych sposobów komunikacji. Nie będzie to proste gdyż Chrześcijaństwo jest odrzucane przez postmodernistów, gdyż rości prawo do prawdy. Jednak, tym tematem szczegółowo zajmiemy się w następnym artykule. Pamiętajmy, że Jezus powiedział: „zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie przemogą go.” Mat 16:18.

Krzysztof Wawrzeniuk.

Postmodernizm zdemaskowany. – Krzysztof Wawrzeniuk

W ubiegłym miesiącu rozpoczęliśmy poznawanie kultury, w której przyszło nam żyć. Zakończyliśmy rozważania następującym pytaniem: Jak Chrześcijaństwo ma odpowiedzieć na wyzwania postmodernizmu i jak może głosić Dobrą Nowinę w nowej sytuacji kulturowej? Naszym celem w tym artykule będzie próba odpowiedzi na to pytanie. Aby tego dokonać na początek przypomnimy sobie twierdzenia postmodernistów, potem zajmiemy się oceną twierdzeń postmodernistycznych uczonych oraz zastanowimy się jak Chrześcijanie powinny odpowiedzieć na wyzwanie postmodernizmu oraz jak być znaczącą siłą kształtującą kulturę i społeczeństwo.

1. Twierdzenia postmodernistów:

Na poziomie filozofii twierdzenia postmodernistów to:

  • Zanegowanie uniwersalności rozumu
  • Odrzucenie idei prawdy i obiektywności
  • Odrzucenie idei jedności
  • Pluralizm i tolerancja
  • Odrzucenie „wielkich opowiadań”
  • Fragmentacja

Na poziomie kultury, ma to następujące skutki:

  • Utrata zaufania do osób, środowisk, grup społecznych
  • Osłabienie pozycji autorytetów
  • Zwątpienie w sens egzystencji
  • Otwarcie na to, co mistyczne i duchowe, stąd fascynacja New Age oraz sektami.
  • Absolutyzacja ideału tolerancji
  • Pluralizm staje się nadrzędną zasadą
  • Fragmentacja społeczeństwa.
  • Kultura masowa tryumfuje.
  • Konsumpcjonizm

2. Ocena twierdzeń postmodernistów.

W postmodernistycznej filozofii znajdujemy sporo sprzeczności. Wiele jej twierdzeń implikuje własną negację a nawet zakwestionowanie filozofii jako takiej, a więc i postmodernistycznej, np. fundamentalna idea tej filozofii – odrzucenie prawdy obiektywnej. Jeżeli bowiem uważamy, że nie istnieje żadne kryterium pozwalające zweryfikować prawdziwość twierdzeń, wtedy kwestionujemy również wiarygodność negacji prawdy. Innymi słowy, nie można dowieść prawdziwości twierdzenia: „Żadne poznanie nie jest prawdziwe”. Kto bowiem przyjmuje takie twierdzenie, tym samym kwestionuje jego zasadność. Jest ono wówczas tak samo prawomocne, jak i zdanie: „Możliwe jest poznanie prawdy o rzeczywistości”.

Postmodernistyczni filozofowie, głosząc swoje poglądy, propagują więc własną wizję świata. Paradoks polega tu na tym, że krytykowani przez nich filozofowie wyraźnie ukazywali cele (nawet jeżeli były one chybione), do których chcieli poprowadzić ludzkość. Oni zaś wskazują drogę, ale nie wiedzą, dokąd ona prowadzi. Sami wyraźnie to przyznają. Czy mamy więc pewność, że droga ta nie zaprowadzi do samozniszczenia cywilizacji?

Sprzeczności zawiera także postmodernistyczne absolutyzowanie idei pluralizmu i tolerancji. Idee te współcześnie uznawane są powszechnie za autentyczne wartości. W filozofii postmodernistycznej nadaje się im jednak rangę nie tylko najwyższą w hierarchii zasad współżycia społecznego, lecz czyni z nich wręcz jedyną normę. Równocześnie filozofowie postmodernistyczni twierdzą, że nie ma żadnych uniwersalnych wartości, tzn. takich, które obiektywnie można uznać za powszechnie obowiązujące. Jeżeli więc nie ma kryteriów pozwalających rozpoznać uniwersalność zasad moralnych, to żadnej z nich nie da się za taką uznać, także zasady pluralizmu i tolerancji. W przypadku odnalezienia choćby tylko jednej uniwersalnej zasady musimy uznać, że posiadamy narzędzie do ewentualnego uprawomocnienia innych.

Sprzeczność absolutyzowania pluralizmu i tolerancji polega też i na tym, że jeżeli najwyższą zasadą współżycia czynimy prawo każdego człowieka do posiadania własnych poglądów i do postępowania według osobistych inklinacji, to musimy tolerować także przekonania tych, którzy chcieliby oprzeć życie społeczne na uniwersalnych zasadach moralnych. Filozofowie postmodernistyczni nie chcą jednak wyciągać takich wniosków z zasady tolerancji.

Jedną z podstawowych kategorii występujących w postmodernistycznych koncepcjach jest zasada odpowiedzialności, czyli konieczność podejmowania decyzji bez oglądania się na normy moralne i autorytety. W przypadku przyjęcia tak rozumianej odpowiedzialności za podstawę postępowania wszystkich ludzi muszą pojawić się niemożliwe do rozstrzygnięcia konflikty. Dostrzegają to sami postmodernistyczni filozofowie. Dlatego też niektórzy z nich szukają rozwiązań tego dylematu, ale jak dotąd bezskutecznie. Ich propozycje bądź ograniczają się do stwierdzeń, że problem istnieje i postmodernistyczna filozofia musi się z nim uporać, bądź wskazują pozorne rozwiązania.

Widzimy zatem, że postmodernizm budzi poważne zastrzeżenia co do logiczności i zgodności z zasadami filozofii. Gdzie może doprowadzić filozofia, która odrzuca wszelkie fundamenty i jest pełna sprzeczności? I choć powyższe powątpiewanie może mieć sens dla nas, nie jest ono przekonywującym argumentem dla postmodernistów.

3. Postmodernizm a chrześcijaństwo.

Postmodernizm wzbudza „klasyczne” napięcie, czy chrześcijanie mają, dostosować się do nowej kultury, czy odrzucić ją. Na pewno ochocze witanie nowej sytuacji oznacza ignorancję powagi sytuacji, niezrozumienie oraz krótkowzroczność. Z drugiej strony opór wiąże się z odrzuceniem, niezrozumieniem kultury i opowiadaniem się za społeczeństwem w którym tylko to co Chrześcijańskie ma prawo do istnienia. Chrześcijańska odpowiedź na wyzwanie postmodernizmu powinna charakteryzować się równowagą pomiędzy tymi dwoma ekstremami. Tomilson mówi, że chrześcijanie powinni być „pozytywnie świeccy”, co oznacza, że z jednej strony rozumieją oni kulturę w której żyją i ogrywają znaczącą rolę a z drugiej strony nie idą na kompromis.

Niektórzy uczeni upatrują w upadku modernizmu i zwrotowi ludzi ku postmodernizmowi nadzieję dla Chrześcijaństwa, ponieważ nastąpiło otwarcie na to co mistycznie i duchowe. Z drugiej strony część uczonych widzi zagrożenia odrzucenia Chrześcijaństwa, ponieważ wierzy ono w absolutną prawdę. Gillett widzi ten problem w właśnie takich dwóch wymiarach, postmodernizm to zagrożenie dla Chrześcijańskiej teologii, ale także okazja do ewangelizacji.

Z teologicznego punktu, Chrześcijaństwo będzie musiało wytrwać próbę odrzucenia prawdy. Chrześcijańska apologetyka musi odnaleźć sposoby dowodzenia istnienia absolutnej prawdy. To może być trudne ze względu na uznanie nieracjonalności przez postmodernistów. Zahairas zauważył, że postmoderniści „używają zasad logiki aby krytykować nasz system, ale odmawiają ich zastosowania do własnego systemu wierzeń.” W takich okolicznościach argumenty dobre dla nas niekoniecznie muszą być przekonywujące dla postmodernistów. Dlatego chrześcijańska apologetyka stoi przed nie lada wyzwaniem.

Z ewangelizacyjnego punktu, postmodernizm wzbudza nadzieje, że ludzie, których nastawienie przez wieki było antagonistyczne do Chrześcijaństwa, będą chcieli odkryć Chrześcijaństwo. Mass media kreują modę na „retro”, co zachwyca postmodernistycznych ludzi. Tradycja, nauczyciele, wielowiekowe nauki, mogą stać się atrakcyjne dla współczesnych ludzi, oby bardziej niż nauki guru czy religie wschodu. Chrześcijanie powinni wykorzystać tą sytuację. Należy wierzyć, że w kulturze bez jednoznacznego fundamentu Chrześcijaństwo będzie w stanie zaoferować szerszemu kręgowi solidny fundament (1Ko 3:11).

Postmoderniści odrzucają „wielkie opowiadania” do których należy Chrześcijaństwo. Dlatego wyzwaniem dla chrześcijan powinno być udowodnienie, że Chrześcijaństwo to nie historia lecz realność. To przywodzi na myśl starą dyskusję, co tak naprawdę jest istotą Chrześcijaństwa, żywy organizm czy instytucja. Jeżeli postmodernistyczni ludzie będą utożsamiać Chrześcijaństwo z li tylko instytucją, to na pewno nim wzgardzą. Tomilnson wskazuje na fakt, że Kościół nie ma stawać się „większy”, „lepszy” czy „mocniejszy” w sensie społecznym i politycznym, lecz coraz prostszy i bliższy przykładowi pozostawionemu przez Jezusa. Kościół musi wrócić do swoich biblijnych korzeni. Jednak Chrześcijanie nie tylko muszą powrócić do Biblii, ale także muszą żyć Biblią, tak aby życie o którym w niej mowa było ich życiem. Chrześcijańskie postępowanie powinno odzwierciedlać historię biblijną, nie można stać obok, interpretować Biblię i czynić ją istotną dla innych. Kościół powinien nauczyć się żyć tym co głosi we współczesnej kulturze. W taki sposób osobiste świadectwo każdego członka Kościoła będzie miało znaczenie w społeczeństwie, które ma szeroko otwarte uszy na historie ludzkiego życia. Współcześni ludzie mają problem ze zrozumieniem abstrakcyjnych idei, racjonalną argumentacją czy systematycznym myśleniem, dlatego poselstwo ewangeliczne musi być zaprezentowane w formie historii przystępnych dla zwykłych ludzi. Ludzie bardzo często uczą się życia od siebie nawzajem, przyjaciół, rodziców i właśnie tą drogą Chrześcijanie powinni komunikować Ewangelię innym. Podobnie Jezus przebywał z uczniami i wiele nauczył ich w historiach z życia wziętych, w przypowieściach. Zatem aby chrześcijańskie „opowiadanie” było wiarygodne musi być przeżyte, to jest wielkie wyzwanie i odpowiedzialność dla każdego wierzącego.

Społeczeństwo postmodernistyczne jest społeczeństwem pluralistycznym, w którym tolerancja i wolność są podstawą ludzkiej egzystencji. Chrześcijańska odpowiedź w tej materii dotyczy zgody na indywidualną wolność i wybór jednostki. Jednak powinniśmy odrzucić wszelką argumentację, że wszystkie drogi prowadzą do tego samego boga i wszystkie religie są równoważne. Podobnie w przypadku wielu sporów moralnych współczesności chrześcijanie mają odmienne zdanie i nie mogą zaakceptować postmodernistycznej tolerancji i wolności wyboru. Wyzwania takie jak homoseksualizm, aborcja, konkubinat oczekują chrześcijańskiego głosu i mimo, że to nie jest popularny głos musi być jasno określony. Za takie twierdzenia Chrześcijanie mogą być oskarżeni o praktyki totalitarne a Chrześcijaństwo jako takie odrzucone. Jednak, prawda w sprawach moralnych musi być powiedziana bez względu na czyjąś niechęć i opinię.

Konsumpcjonizm jest jednym ze słów właściwie opisującym postmodernizm. To wyzwanie nie jest obce Kościołowi. W kulturze konsumentów chrześcijańskie przesłanie jest narażone na kompromis i dostosowanie się do oczekiwań konsumentów typu: „Czy to ci się podoba?”, „Czy to ci pasuje”, „Czy lubisz to?”. Chrześcijaństwo nie może w takich okolicznościach zmienić i złagodzić swojego przesłania i teologii, nie może być skomercjalizowane. Teologia typu „czuj się dobrze”, której głównym celem jest rozbawić ludzi może się okazać zgubna. Standardy moralne obniżą się jeżeli ludzie będą słyszeć tylko to co chcą. Należy powrócić do zwiastowania, które prowadzi do upamiętania z grzechów i zbawienia przez krzyż Jezusa. Horton pisze, że według Pism uniwersalne przesłanie to nie, „Jak mogę być szczęśliwy?”, ale „Jak mogę być zbawiony?”

Postmodernizm jest otwarty na emocjonalizm, nieracjonalność i paradoksy. Niektórzy mówią, że ze względu na taki synkretyzm, w krótkiej przyszłości pastorzy będą musieli udzielać porad duszpasterskich ludziom wierzącym w nieomylność Pisma Świętego, teologię reformowaną i reinkarnację, ponieważ to lubią i to jest ich wolny wybór. Z drugiej strony ten znak epoki jest bliski zwiastowaniu ewangelicznemu, które podkreśla osobiste odczucia, doświadczenie oraz wybór. Zwroty typu, „przyjdź i skosztuj, że Pan dobry jest” lub „decyzja dla Chrystusa” są zrozumiałe dla postmodernistów. Uczuciowość i emocjonalność są także zauważalne w ruchach zielonoświątkowych i charyzmatycznych. Możliwe, że te właśnie ruchy będą wywierały największy wpływ na postmodernistyczne społeczeństwo. Choć niektórzy wierzą, że ruchy te to wynik wpływu postmodernizmu na Kościół. Z jednej strony podkreślanie emocjonalizmu i możliwości wyboru jest ważne bo zbliża Kościół do współczesnego społeczeństwa. Jednak z drugiej strony, teologowie tacy jak Arminiusz, Augustyn, Luter, Wesley, podkreślali, że w zbawieniu to Bóg nas wybiera a nie my Jego, zbawienie przychodzi przez Bożą łaskę, która przemienia nas, a nie ludzkie chcenie. Możliwe, że chrześcijaństwo ewangeliczne i charyzmatyczne musi być ostrożne, aby nie przeakcentować emocjonalizmu i wolnego wyboru, co może doprowadzić do złego zrozumienia relacji na linii Bóg – człowiek.

Otwarcie postmodernistów na mistycyzm, i duchowość wzbudza jeszcze jedno zagrożenie, a mianowicie otwarcie na sekty i New Age. I choć niektórzy twierdzą, że „każdy wyznawca New Age może być zdobyty dla Chrystusa” to nie wolno tego ruchu lekceważyć. Groothuis wierzy, że chrześcijańska rekcja na filozofię New Age obejmuje trzy elementy. Po pierwsze obserwacja. Chrześcijanie powinni stać się obserwatorami kultury, aby rozpoznawać obecność i wpływ idei New Age. Po drugie, ocena. Prowadzenie kroniki błędu nie wystarcza. Fałszywe filozofie muszą być odparte, a nie tylko ukazane. Po trzecie, działanie. Aspekty życia społecznego, politycznego, etycznego, naukowego i religijnego wymagają chrześcijańskiego głosu. Tam gdzie chrześcijanie wycofują się, przeciwnik postępuje naprzód.

Zakończenie

Powyższy opis świadczy jednoznacznie, że żyjemy w czasie przejścia z jednej epoki do drugiej. W tej nowej epoce Chrześcijaństwo może pozytywnie przywitać: odrzucenie racjonalizmu, zwątpienie w progres, odkrycie duchowego wymiaru w ludziach, fascynację przeszłością, otwartość na historie innych ludzi. Negatywy nowej epoki to: odrzucenie „wielkich opowiadań” (a tym samym Chrześcijaństwa), niewiara w prawdę absolutną, pluralizm i tolerancja, nasilający się konsumpcjonizm oraz zainteresowanie kultami, religiami wchodu i New Age.

Chrześcijaństwo musi nauczyć się słuchać nowej epoki i właściwie na nią odpowiedzieć. Autor gorąco wierzy, że jest to wielka możliwość dla Kościoła aby zdobyć wielu dla Chrystusa. Kościoły ewangeliczne i charyzmatyczne będą odgrywały ważną rolę w tym procesie. Ruchy te muszą być otwarte na zmiany, działanie poza stereotypami, inspirację Ducha Świętego oraz śmiałe zwiastowanie Ewangelii w postmodernistycznej kulturze.

Krzysztof Wawrzeniuk.

New Age. – Beata i Jacek Polonis

Człowiek ze swej natury jest istotą szukającą, zadającą pytania, a obecny pęd cywilizacyjny, szybkość życia, nie sprzyjają zastanawianiu się i przemyśleniom. Jednak coraz więcej ludzi zadaje pytania dotyczące ludzkiej egzystencji, szuka odpowiedzi na pytanie kim jestem, pragnie poznać drogę i sens swego życia, oraz nawiązać relację z Bogiem.

Istnieje wiele kuszących propozycji: różne publikacje mówiące o poznawaniu siebie, przebudzeniu, powodzeniu, receptach na zdrowie, wszelkiego rodzaju zaproszenia na kursy oferujące samopoznanie, rozwój osobowości, wróżbici i astrolodzy. Zalewa nas fala takich informacji, ale rodzi się pytanie, – co się za tym wszystkim kryje?

W języku polskim New Age określa się jako; Nowa Era, Nowa Fala, Nowy Wiek, Era Wodnika, Nowy Ruch Parareligijny. Co to takiego?

Często określa się ten ruch mianem ideologii lub nurtu kulturowego, którego centrala idea polega na tym, że w progu 2000 roku ludzkość wkracza w nową erę, erę nowej świadomości duchowej ogarniającej całą planetę.

Ruch New Age nie jest jednolitym stowarzyszeniem, nie jest więc sektą, ale wartości przez niego niesionych nie da się pogodzić z wiarą chrześcijańską. Łatwo jednak się pogubić, dlatego tak ważne jest zapoznanie się z założeniami i istotą tego ruchu i w porę przeciwstawić się jego oddziaływaniom, zwłaszcza, że New Age coraz szerszym strumieniem dociera do Polski.

Na początek kilka słów o powstaniu i początkach tego ruchu.

Podwaliny New Age stworzyła królująca w XVIII i XIX wieku w kręgach masonerii i okultyzmu pewna kultura ezoteryczno-teofizyczna mówiąca o niewidzialnych powiązaniach między wszechświatem widzialnym a niewidzialnym, między kosmosem a człowiekiem, który dzięki wyobraźni może nawiązać kontakty ze wszechświatem.

Kolejny etap rozwoju obecnej postaci New Age to utworzenie w 1875 r. Towarzystwa Teozoficznego, którego celem było połączenie tradycji i spirytyzmu wschodu i zachodu, odnalezienie ukrytych mocy człowieka, odkrycie związku pomiędzy religią, filozofią i nauką oraz stworzenie zalążku braterstwa wszystkich ludzi odrzucających tradycyjne chrześcijaństwo jako nietolerancyjne i sekciarskie.

Potem wyłoniły się inne ruchy jak Liberalny Kościół Katolicki, Szkoła Tajemna Alice Bautley i Antropozofia Rudolfa Steinera. Wreszcie w 1937 r. francuski ezoterysta, Paul Le Cour na podstawie obserwacji astrologicznej stwierdził, że według starożytnych teorii astrologicznych słońce zmienia znak zodiaku mniej więcej, co 2169 lat i że zbliża się ku końcowi Era Ryb rozpoczęta 21 marca pierwszego roku ery chrześcijańskiej i słońce wejdzie w znak Wodnika. Stąd etymologia nazwy ruchu.

Zupełnie realnego kształtu nabrała New Age w latach 1960-1980 we wspólnocie w Szkocji oraz Instytucie Rozwoju Potencjału Ludzkiego w Esalen w Kalifornii. Coraz więcej też osób, zwłaszcza dziennikarzy oraz twórców kultury masowej zaczęło rozpowszechniać tezy ruchu New Age, zwłaszcza mistycyzmu, okultyzmu oraz oczekiwania wielkich przemian, tworzenia nowej wizji rzeczywistości a także dążenia do rozwoju ukrytych mocy ludzkiego umysłu. Idee te rozpowszechniały się bardzo szybko, zyskując poparcie ze strony środowisk spirytystycznych, teozoficznych, członków świata masońskiego, a także środowisk ludzi biznesu i środków przekazu.

Po przeanalizowaniu historii i powstania ruchu New Age należy przedstawić główne założenia ruchu. Niestety nie jest łatwo to określić. Trudności wynikają przede wszystkim z faktu, że ruch ten łączy w sobie różne tradycje i kultury: chrześcijaństwo, gnozy, alchemii, kabalistyki, magii, parapsychologii, sufizmu, buddyzmu, taoizmu i szamanizmu. Do tego dochodzi również fakt, że nurt ten nie jest jednolity. Spróbujemy jednak, chociaż w części przedstawić doktryny „Nowej Ery”, omawiając kolejno aspekty dotyczące nauki i psychologii, w stosunku do człowieka, społeczeństwa, religii czy duchowości.

Trzeba wiedzieć, że ruch New Age czerpie z nowego modelu naukowego świata, który zakłada, że materia nie składa się z cząsteczek, ale z fal i energii. Stąd przekonanie, że światło to „ocean energii” z „sieciami energii”. Wszechświat według twórców nurtu to zespolony organizm, w którym zachodzą relacje, Bóg – człowiek – kosmos, a wszystko jednoczy i wszystko połączone jest więzami energii: Bóg i świat, duch i materia, dusza i ciało, inteligencja i uczucia, niebo i ziemia.

Głównym zadaniem człowieka jest tutaj ciągłe doskonalenie się korzystając z różnorakich form. Człowiek w New Age jest boski i jest częścią energii przenikającej wszystko. Ma za wszelką cenę i wszelkimi drogami (np. technikami psychologii transpersonalnej, poprzez doświadczenia mistyczne docierając do granicy śmierci, symulacje elektryczne, narkotyki, taniec a także praktyki zen, jogi czy okultyzm) osiągnąć wyższy stan świadomości. Jednym słowem wszystko, co może wywołać „zmienione stany świadomości” jest przydatne jako droga duchowego doświadczenia jedności a także wyzwolenie potencjałów ludzkiego umysłu. Bardzo silnie w ruchu tym akcentuje się związek człowieka z naturą. Według twórców, Ziemia to żywy organizm. Stąd skrajny pogląd na ochronę środowiska czy leczenie środkami naturalnymi głównie bioenergoterapią.

Członkowie mają często za cel przemiany społeczne. Wystarczy zacytować wypowiedź prekursorki ruchu New Age Mrlin Fergusson: „Poszerzona dzięki elektronicznym środkom porozumiewania się, uwolniona od przestarzałych barier rodziny i kultury sieć jest skutecznym środkiem na alienację. Skupia ona w sobie dość władzy, by przerobić społeczeństwo. Ono oferuje jednostce oparcie uczuciowe, umysłowe, duchowe i ekonomiczne. Jest miejscem niewidzialnego schronienia narzędziem aż nadto skutecznym, by zmienić funkcjonowanie instytucji, a zwłaszcza rządu.”

New Age odrzuca judeochrześcijańskie pojmowanie Boga, a swą „nową duchowość” opiera na religiach wschodu, na okultyzmie oraz starożytnych religiach i kulturach. Najbardziej widocznym jest pogląd, że Bóg jest wszystkim a wszystko jest Bogiem, czyli człowiek jest bogiem i ostateczną instancją dla siebie. W New Age pojęcie prawdy i fałszu jest relatywne to znaczy, że to jest prawdą, co jest dla mnie dobre. Szczególny zaś nacisk kładzie się tutaj na wiarę w reinkarnację (wędrówkę dusz po śmierci od ciała do ciała) i prawo karmy (prawo mówiące, że życie człowieka jest zdeterminowane przez jego postępowanie w poprzednim wcieleniu). Posługując się takim myśleniem możemy wyeliminować zło jako takie, pojęcie prawdy, poczucie winy, zlekceważyć sens cierpienia, zalegalizować akty przemocy, tu głównie aborcję, itd.

Dlatego spójrzmy trzeźwo i logicznie i odnajdźmy zasadnicze różnice pomiędzy wiarą chrześcijańską a New Age.

1. Przede wszystkim chrześcijanie wierzą w Boga stwórcę. Boga, który stwarza w sposób wolny, z miłości i który stworzył człowieka wolnego. Bóg nie jest tożsamy ze światem ani też świat nie wyłonił się z Boga przez emanację, czyli stopniowym wyłanianiem się kolejnych postaci bytu z Boga. Bóg nie jest tożsamy z człowiekiem. Mieszka w człowieku, ale jest zarazem jego Stwórcą, Panem i Zbawicielem.

2. Z Bogiem nawiązujemy kontakt przez modlitwę, która nie jest odnalezieniem swojego „głębokiego ja”, ale oznacza spotkanie dwóch osób człowieka i Boga. Modlitwa może być dziękczynieniem, uwielbianiem lub prośbą. Poprzez modlitwę człowiek rozmawia z Bogiem, poznaje jego wolę i poddaje się jej a nie wpada w trans i osiąga odmienne stany świadomości.

3. Zbawieni jesteśmy przez wiarę w Jezusa Chrystusa i potrzebujemy odkupienia przez Chrystusa, ponieważ jesteśmy grzeszni. Żadna technika wyzwalająca wysiłek koncentracji ani „syntomia” czyli współdziałanie milionów ludzkich umysłów, nie jest w stanie zbawić człowieka.

4. Wyznawcy New Age nie akceptują cierpienia i śmierci. Śmierć według nich jest stanem pomiędzy jednym a drugim życiem w nowym wcieleniu. Tymczasem dla nas cierpienie i śmierć ma sens. Śmierć jest wydarzeniem jedynym w życiu człowieka, rzeczywistym etapem w drodze do życia wiecznego.

5. Według New Age Jezus Chrystus jest jedynym z Wielkich Nauczycieli Ludzkość jako wcielenie „Uniwersalnej Kosmicznej Świadomości Niepoznawalnego Umysłu Boga.” Pierwiastek taki istnieje w każdym człowieku. Chrystus potrafił go w sobie odnaleźć. Jest tym, który uświadomił nam naszą boskość i nierozdzielność ludzi od stwórcy. Takie twierdzenie jest dla chrześcijan oczywistym bluźnierstwem.

W Ewangeliach czytamy, że Chrystus jest Drogą, Prawdą i Życiem. Odejście od tej Bożej zasady i oddanie się medytacjom w poszukiwaniu „głębszego ja” i innych nauczycieli jest dobrowolnym odejściem spod opieki Bożej. Szukajmy Boga, ale tylko przez modlitwę i Boże Słowo. Jeżeli będę one w naszych sercach i umysłach to rozpoznamy techniki New Age nawet w ruchach ekologicznych, naukach o prowadzeniu zdrowego trybu życia czy interpretacjach Bożego Słowa.

Naszym zadaniem jest zwrócenie uwagi światu na to, że trywializuje praktyki do niedawna uznane za podejrzane i przyzwyczaja się do jasnowidzów, jogi, UFO, magicznych własności kryształów itp. To może doprowadzić do braku racjonalnego sprzeciwu i uzależnić społeczeństwo od wróżek, bioenergoterapeutów i wschodnich psychotechnik. Miejmy Boże Słowo w sercu i zachowajmy zdrowy rozsądek poruszając się po tym świecie wszak Paweł w drugim liście do Tymoteusza ostrzega nas: „Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego co ucho łechce. I odwrócą się od prawdy, a zwrócą się ku baśniom.”

Beata i Jacek Polonis.

Pozwólcie dzieciom… – Agnieszka Pacek

Pewna dziewięcioletnia dziewczynka napisała krótki list do Boga. Brzmiał on następująco:

„Kochany Panie Boże.

Chciałabym być świętą, ale nie wiem co zrobić, aby nią być.”

Czytałam wiele listów polskich dzieci do Boga, ale ten poruszył mnie najbardziej. Spojrzałam na niego z perspektywy odpowiedzialnego rodzica. Nie chciałabym, aby moje dzieci przeżywały podobne rozterki. Kiedy więc rozpocząć ich chrześcijańską edukację? Jak to robić? W którym momencie dziecko jest gotowe, aby zapoznać się z Chrystusem?

Biblia nigdy nie bagatelizowała dzieci, sam Jezus zwracał na nie uwagę. On, kiedy był dzieckiem wiedział na tyle dużo by rozmawiać z dorosłymi w świątyni. Pismo podaje przy okazji narodzin Jana Chrzciciela, że: „dziecię rosło i wzmacniało się na duchu” Łuk 1:80. Ewangelista nie pisze, że gdy Jan był młodzieńcem wzmacniał się na duchu, ten proces zaczął się znacznie wcześniej. Ten sam autor pisząc o dzieciństwie Jezusa mówi, iż On rósł, nabierał sił, był pełny mądrości i łaska Boża była nad nim Łuk 2:40. Apostoł Paweł zwraca się do Tymoteusza następująco: „ponieważ od dzieciństwa znasz Pisma święte, które cię mogą obdarzyć mądrością ku zbawieniu…” 2Tm 3:15. Znamy też starotestamentowe przykłady, w których dziecko było obdarzone większą wiarą i mądrością niż niektórzy dorośli. Należy do nich Dawid, który jako jedyny odważył się walczyć w imię Boga z Goliatem, czy też ośmioletni król Jozjasz.

Dziecko niemal od pierwszych swych dni jest bacznym obserwatorem i uczniem. Najczęściej uczy się poprzez naśladowanie tego co słyszy i widzi w najbliższym otoczeniu. Czy tego chcemy czy nie, nasza „ewangelizacja” zaczyna się od początku. Jeżeli w domu nie ma Bożej atmosfery, poszanowania dla Boga, czasu modlitwy na nic mogą się zdać nasze późniejsze wysiłki i może nam być bardzo trudno zachęcić dzieci do życia z Bogiem. Jeżeli cały dzień dziecko bawi się w pobliżu grającego telewizora to niestety i z niego czerpie nauki. Dzieci tak samo jak dorośli mogą szybko uzależnić się od grającego ekranu. Jednak, dziecko, które słyszy chrześcijańskie pieśni, najlepiej z polskim tekstem, nimi nasiąka i z nich się uczy itd.

Nasze najmłodsze pociechy są z reguły hałaśliwe. Kiedy się cieszą słyszy to całe otoczenie, kiedy płaczą to również daje się nam to we znaki. Są one ciekawe świata i wszędobylskie. Myślę, że dlatego też uczniowie gromili je i chcieli się ich pozbyć gdy pojawiły się na spotkaniu z Jezusem, Łuk 18:15-17. Przecież ich nauczyciel mówił o tak ważnych duchowych sprawach. Obecność dzieci tylko rozpraszała uwagę zgromadzonych. Jednak, ku zdziwieniu wielu – naszemu Zbawicielowi najmłodsi goście nie wadzili, choć to On był mówcą to najmniej się przejął zamieszaniem, jakie ze sobą wniosły dzieci. Nie tylko je przyjął, zwrócił na nie uwagę, ale postawił je jako wzór – te piszczące, małe „szkraby”. Zachęcał aby pozwolono dzieciom przychodzić do Niego i nie zabraniano im tego, Mk 10:14-15.

Skoro nasze maleństwo jest wystarczająco duże by uczyć się mówić mama, tata lub babcia, to możemy je też uczyć mówić Bóg i Jezus. Skoro może uczyć się wierszyków i piosenek w przedszkolu, czemu nie przedstawić mu w odpowiedni sposób treści Ewangelii. Moja 3-letnia córka codziennie mnie wręcz zamęcza abym jej opowiadała o krzyżu, o dorosłym Jezusie. Dyskutuje ze mną na te tematy a nawet w swoich modlitwach prosi Boga o przebaczenie za złe zachowanie, nieposłuszeństwo; Dziękuje Jezusowi za to, że dzięki Jego śmierci na krzyżu ona będzie mogła pójść do nieba. Pewnego dnia podskakiwała do góry, spytałam co robi. Wyjaśniła mi, że już chce iść do nieba, do Jezusa. Tłumaczyłam jej, że jeszcze nie przyszedł na to czas.

Jezus uwrażliwia nas, że my mamy być w swej wierze jak dzieci tzn. otwarci, ufni, chętnie się uczący, wpatrzeni w Niego. Dziecko kiedy jest do czegoś przekonane, to w tym trwa. Jezus uzdrawiał dzieci, kładł na nie ręce. Okazywał im miłość, błogosławił je. Pamiętam, że moja córka nie chciała, aby mój mąż kładł rękę na jej głowę i błogosławił ją. Działo się tak do momentu gdy wytłumaczyliśmy jej, co tatuś ma na myśli czyniąc to. Teraz sama nas o to prosi.

Cieszę się, że nasze pociechy mają przywilej uczestniczenia w społecznościach. Choć czasem za bardzo nam przeszkadzają, to jednak jako nieliczne mogą od najmłodszych lat przebywać wśród Bożego ludu. Stało się już zwyczajem, że po nabożeństwie niedzielnym udajemy się do rodziców męża. Nasza córka opowiada dziadkom co się działo na szkółce, śpiewa pieśni (uczy babcię), inicjuje rozmowy na temat Jezusa. Jest małą ewangelistką.

Jak Samuel, śpiąc jako dziecko w Świątyni usłyszał Boży głos, choć Heli go nie słyszał, tak nasze pociechy – miejmy nadzieję – jeszcze nieraz miło nas zaskoczą swoją wiarą w Chrystusa i miłością do Niego. Tylko my musimy się strzec, aby ich nie lekceważyć.

Jako rodzice powinniśmy dbać o to aby nasze dzieci uczestniczyły w nabożeństwach. Nie wolno nam jednak pozwalać aby ich zachowanie znacznie dezorganizowało porządek społeczności. Celem naszych spotkań jest przede wszystkim oddawanie chwały Bogu, słuchanie słowa oraz poddanie się prowadzeniu Ducha Świętego.

Agnieszka Pacek

Czego potrzebują wszystkie dzieci od kochających rodziców? – Jolanta Wachowicz

Oto temat jednego ze spotkań małżeńskich w naszym zborze. Pytanie bierze pod uwagę wszystkie dzieci, czyli niezależnie od wieku dziecka, z założeniem, że są kochane przez rodziców. Niewątpliwie rodzice służący Bogu kochają swoje małżeńskie owoce i starają się czynić wszystko, aby wychować swoje potomstwo w miłości i na fundamencie Jezusa Chrystusa. Jak się okazuje jest to sprawa raczej trudna i wymagająca od rodziców przemyślanych działań. A teraz kilka wniosków i spostrzeżeń płynących z rozmów między przyszłymi rodzicami, młodymi rodzicami i doświadczonymi rodzicami.

Wspólnie dyskutowaliśmy nad tematem naszego spotkania i omawialiśmy potrzeby dziecka, które my rodzice winniśmy zaspokoić. Wymienię kilka a mianowicie potrzeba miłości, bezpieczeństwa, akceptacji, życzliwości, szacunku, słuchania oraz potrzeba błogosławieństwa i modlitwy. Wszyscy zgodziliśmy się co do tego, że od poczęcia należy kochać i budować w dziecku fundament, który będzie mógł przetrwać życiowe burze.

Trudno jest znaleźć przepis na szczęśliwe życie dziecka, aby wymienione wyżej potrzeby rozwojowe były w pełni zaspokojone musimy sobie uświadomić, że wszystko bierze początek z miłości. Eksperci w zakresie psychologii rozwojowej dziecka na pewno zgadzają się z tym, że najważniejszym czynnikiem warunkującym prawidłowy i harmonijny rozwój to pełen miłości kontakt fizyczny rodzice-dziecko. Długo rozmawialiśmy na ten temat i wnioski są następujące. Wychowanie obfitujące w uściski, pocałunki i przytulanie buduje w dziecku poczucie szczęścia, bezpieczeństwa i silnej więzi z rodzicami. Nie znaczy to, że dziecko musi mieć bezstresowe dzieciństwo by zaznać szczęścia. Należy dziecku uzmysłowić, że są chwile smutne, ale miłość i zaufanie pomagają radzić sobie z najgorszym.

My rodzice możemy budować w dziecku poczucie wartości i szczęśliwości rodzinnej tylko wtedy, gdy przebywamy razem w różnych sytuacjach przyjemnych i trudnych. A więc wspólne spacery, zabawy, praca, modlitwa – to zbliża. Na pewno każdy z rodziców pragnie, aby tak było. Niestety praca zawodowa, obowiązki, codzienne zmaganie się z rzeczywistością zabierają te cenne wspólne chwile. Musimy się bronić, aby nie okradziono nas z więzi rodzinnej. Ponieważ silna więź zrodzona z Boga jest w stanie przetrwać wszelkie ataki złego i przeciwności dnia codziennego.

Istotną sprawę w wychowaniu potomstwa jest kara, która wbrew pozorom również ma często fizyczny aspekt względem dziecka. Oczywiście są różne sposoby karcenia, zakazy, wykonanie jakiejś pracy i kara cielesna. Doszliśmy do wniosku, że ostatni rodzaj kary jest dobry, ale tylko wtedy gdy nie bijemy z nienawiścią. Dziecko musi wiedzieć dlaczego zostało ukarane i czego nie powinno robić ze względu na swoje bezpieczeństwo. Karząc winniśmy pamiętać o tym, że ręka, która „karze” musi też błogosławić. Nie możemy doprowadzać dzieci do „zniechęcenia i złości a raczej wychowujmy w atmosferze miłości i karności mobilizując je zachętą i dobrą radą.” Ef 6:4. Czyli niech kara cielesna będzie tylko wtedy, gdy mobilizowanie zachętą i dobrą radą już nie wystarcza.

Dyskusja na spotkaniu małżeńskim była burzliwa i długa. Rodzice wychowujący starsze dzieci służyły nam swoim doświadczeniem i dzielili się trudnościami w wychowaniu nastolatków. Natomiast rodzice, którzy mają młode dzieci opowiadali o problemach, próbach ich przezwyciężenia i radościach.

Na pewno nie opisałam wszystkiego, ale całość powierzyliśmy Bogu, naszemu Ojcu. Modliliśmy się o mądrość rodzicielską i aby nasze dzieci szukały dróg Pańskich. Pragnę życzyć wszystkim błogosławieństwa i Bożych więzi rodzinnych.

Jolanta Wachowicz

Przypowieść o zagubionej owcy Mat 18:12-14. –Tomasz Pacek

Od czasów Abrahama w Palestynie masowo hoduje się owce. Przez wieki ta gałąź hodowli była głównym źródłem utrzymania Arabów Palestyńskich. Izraelici czasów biblijnych najpierw parali się wyłącznie pasterstwem, a potem także rolnictwem, jednak nigdy całkowicie nie porzucili hodowli. Liczbę owiec w tym kraju można sobie uświadomić zważywszy, iż o Hiobie mówi się, że miał czternaście tysięcy owiec (Jb 42:12)., a król Salomon podczas poświęcenia świątyni miał złożyć w ofierze sto dwadzieścia tysięcy owiec. (1Kr 8:63).

Tak bliskie powiązania Izraela z pasterskim trybem życia zdają się wyjaśniać częste powoływanie się Jezusa na symbole owcy czy pasterza w przypowieściach, przez które nauczał ich prawd o sobie, Bogu Ojcu i Królestwie Bożym. Nasuwa się tu pytanie, na ile chrześcijanie w Polsce wykorzystują kulturę i obyczaje własnego kraju, aby trafić z ewangelią do serc i umysłów swoich rodaków? Jezus może być tu dla nas przykładem. Znał i rozumiał doskonale życie ludzi wśród, których się wychował, co stanowiło źródło jego pięknych i barwnych opowieści. Proste prawdy o Bożej miłości, trosce o nas, czy przebaczeniu nabierały w jego ustach mocy, ciepła i życia.

Przypowieść o zagubionej owcy jest tego dobrym przykładem. Zawsze urzekał mnie w niej sposób, w jaki Jezus przedstawił determinację i poświęcenie: Boga – pasterza dla ratowania grzesznika – zagubionej owcy, uważanego za straconego, ale nie dla Niego. To co jest niemożliwe dla człowieka, możliwe jest dla Boga i dla tego, który wierzy. Prawda ta wraz z bogatą w znaczenie przypowieścią o zagubionej owcy podtrzymuje mnie w nadziei na szczere nawrócenie całej mojej rodziny. W raz z Jezusem stale ich „szukamy”. W modlitwie, nieraz poście i w osobistym świadectwie z mojej strony, gdyż jest to najlepszy i jedyny sposób współpracy z Panem w tak ryzykownym i niebezpiecznym, ale i zaszczytnym przedsięwzięciu.

„Szukanie zagubionych owiec” we własnym domu, mieście lub kraju jest dużym wyzwaniem dla pasterza i dla mnie osobiście niemożliwe jest by mógł on takiemu zadaniu podołać bez miłości Bożej w sobie. To ona pozwala mu wytrwać ciężkie chwile i mimo przeciwności kontynuować „poszukiwania”. Jezus nie przejmował się opinią faryzeuszy, którym nie podobało się, że nauczyciel przebywa z ludźmi znanymi z grzesznego życia (Łuk 15:1-4). „Nie potrzebują chorzy lekarza, ale Ci, którzy się źle mają” – to Jego właśnie słowa, którym pozostał wierny aż do śmierci krzyżowej. I to jest właśnie miłość!

Sam Jezus, jako Bóg, jest również miłością (1Jn 4:8). Dziś, więc jeśli chcemy odnaleźć tych, na których nam zależy, winniśmy wytrwać w naszych „poszukiwaniach”. Będzie to dla nas możliwe tylko wtedy, gdy utrzymamy stały kontakt z Jezusem, aby mógł przez swego Ducha napełniać nas nieustannie Swoją miłością. Być może będziemy musieli uczynić coś na pozór niemądrego, tak jak pasterz, który w przypowieści Jezusa zostawił 99 owiec by szukać jednej. Ale w głębi serca będziemy pewni naszych czystych motywacji i Bożego namaszczenia i aprobaty w tym, co przyjdzie nam przedsięwziąć, aby pozyskać tych, do których Pan nas pośle z dobrą nowiną. Dla Niego liczy się, bowiem każdy człowiek. Pasterz spędzi w razie potrzeby całe godziny na pustkowiu poszukując zwierzęcia, które zaginęło, odłączywszy się od stada. Zwykle znajduje je w jakiejś kotlinie, albo w opuszczonym górskim jarze. Wyczerpane zwierzę trafi do domu na ramionach silnego pasterza. Później, gdy ten z nim wraca „sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: ‘cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła’” (Łuk 15:6).

Niech ten, kto wierzy Jezusowi, wytrwale modli się, pości i świadczy o łasce i zbawieniu Pana, a Bóg na pewno go wspomoże i nagrodzi jego trud, tak iż doświadczy tej samej radości co całe niebo, gdy choć jeden grzesznik się upamięta. (Łuk 15:7).

Tomasz Pacek.

Nieurodzajne drzewo figowe. – Jacek Polonis

„A nazajutrz, gdy wyszli z Betanii, poczuł głód. A ujrzawszy z daleka drzewo figowe pokryte liśćmi, podszedł, by zobaczyć, czy może czegoś na nim nie znajdzie, ale gdy się zbliżył do niego, nie znalazł nic poza liśćmi, nie była to bowiem pora na figi. A odezwawszy się, rzekł do niego: Niechaj nikt na wieki z ciebie owocu nie jada. I słyszeli to uczniowie jego.” Mr 11:12-14.

Gdy czytałem ten fragment Ewangelii św. Marka długo nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że umieszczenie go w tekście Słowa Bożego jest nieporozumieniem. Mało tego, że historia ta zdaje się nic nie wnosić do nauki Jezusa, to jeszcze kładzie na jego osobie cień, bo przecież co winne było Jezusowi to biedne drzewo, że za brak na nim owoców, w czasie gdy nie była na nie pora, przeklął je.

Oczywiście jako uznający autorytet Słowa Bożego byłem przekonany, że to tylko moje pierwsze wrażenie i umieszczenie tego fragmentu, tak jak i każdego innego składającego się na Słowo Boże ma swoje pełne uzasadnienie. Spróbujmy więc razem przypomnieć sobie to wydarzenie i zwrócić uwagę na pewne szczegóły, które być może pozwolą nam na jego właściwą interpretację.

Jezus wyszedł rankiem wraz ze swoimi uczniami z Betanii w kierunku Jerozolimy. W Betanii mieszkały Marta i Maria, które jak mówi Ewangelia Jana, Jezus bardzo kochał. Jest więc rzeczą bardzo prawdopodobną, że to właśnie u nich zatrzymał się przed podróżą do Jerozolimy wraz ze swymi uczniami. Wiemy, że Marta była dobrą gospodynią i obowiązki pani domu wypełniała z niezwykłą starannością. Dlaczego więc Jezus wyszedł rano w podróż głodny, czyżby Marta zapomniała swoich gości nakarmić? Wydaje się to mało prawdopodobne, zwłaszcza, że tradycja żydowska pochwalała spożywanie pierwszego pokarmu wcześnie rano. Jeden z rabinów Rabbi Agiba mawiał: „Wstań wcześnie rano i jedz… sześćdziesięciu biegnących ludzi nie dogoni tego, który zjadł w swoim czasie.” Tak więc Jezus wyszedł z domu Marty bez spożycia posiłku bo tego chciał i wyruszył w drogę na czczo postępując sprzecznie z utartym zwyczajem życia codziennego.

Gdy w czasie drogi poczuł głód zbliżył się do drzewa figowego na Górze Oliwnej i zaczął szukać między liśćmi owocu. Był to początek kwitnienia, więc w najbardziej sprzyjających warunkach w dobrze nasłonecznionym miejscu drzewo mogło mieć najwyżej zaczątki pierwszych owoców. Pierwsze owoce zbiera się dopiero w czerwcu (zbiór letni). Figa owocuje dwa razy do roku, po zbiorze letnim następuje wysyp jesienny, po którym owoce mogą wisieć na drzewie nawet do zimy, ale na pewno nie do kwietnia. Tak więc Jezus szukał na drzewie tego czego znaleźć nie mógł. Czyżby o tym nie wiedział? Niemożliwe.

To, od samego rana tego dnia, dziwne zachowanie się Jezusa ma znaczenie symboliczne. Symbol polega na kontraście jaki zachodzi pomiędzy bogatym w liście drzewie a jednocześnie mimo tego bogactwa z brakiem na nim owoców. To drzewo symbolizuje wybrany naród żydowski, który przykryty był listowiem faryzeizmu, ale już od dłuższego czasu nie dawał owoców moralnych.

W Ewangelii Mat 23:2-3 Jezus przemawiając do ludu tak mówi o faryzeuszach: „Wszystko tedy cokolwiek by wam powiedzieli zachowujcie i czyńcie, ale według uczynków ich nie postępujcie”. To wyraz troski o prosty lud, który zdawał się nie widzieć hipokryzji faryzeuszy i darzył ich niezwykłym szacunkiem. W źródłach historycznych jest zapis, który mówi, że jeśli faryzeusze mieli cokolwiek przeciw królowi czy arcykapłanowi, to się im wierzyło bez zastrzeżeń. Oznacza to, że autorytet faryzeuszy był często większy od autorytetu króla czy arcykapłana. Ludzie widzieli w zachowywaniu tradycji pisanej i ustnej, której mienili się być faryzeusze strażnikami i wykonawcami, wzór duchowości. Taka religijność (liście na drzewie), która skupiała się raczej na skrupulatnym wypełnianiu przepisów prawa nie dawała duchowych owoców, dlatego zasługiwała na przekleństwo i karę wiecznej bezpłodności. „A przechodząc rano ujrzeli drzewo figowe, uschłe od korzeni. I wspomniał Piotr, i rzekł do niego: Mistrzu oto drzewo figowe, które przekląłeś, uschło.” Mar 11:20-21.

Jacek Polonis.

O chrześcijańskim świadectwie. – Krzysztof Wawrzeniuk

Składać świadectwo – to znaczy stwierdzić rzeczywistość jakiegoś faktu, nadając temu stwierdzeniu charakter urzędowy, wymagany przez okoliczno­ści zewnętrzne. Naturalne ramy do składania świadectwa stwarza proces prawny.

Lecz Biblia zajmuje się przede wszystkim świadectwami wydawanymi przez ludzi, pod­kreślając ich wagę. Przepisy prawne regulują sposób dawania świadectwa: nie wolno nikogo potępiać bez wysłuchania zeznań świadków (4Mo 5:13). Aby wykluczyć ewentualny błąd lub złośliwość, żąda się, by było przynajmniej dwu świadków (4Mo 35:30; Mt 18:16). W przypadkach wykroczeń zasługujących na karę śmierci świadkowie, biorąc pełną odpowie­dzialność za wydanie wyroku skazującego, jako pierwsi mają wziąć udział w wykonywaniu wyroku (5Mo 17:7; por. Dz 7:58). Lecz gdzie wchodzi w grę ludzkie słowo, tam zawsze może się wśliznąć także kłamstwo: psalmiści czę­sto uskarżają się na fałszywych świadków, którzy ich obciążają (Ps 27:12; 35:11); znane są też tragiczne procesy, w których fałszywi świadkowie odgrywają zasadniczą rolę (Dn 13:34-41). Dekalog bardzo surowo zaka­zuje składania fałszywych zeznań (5Mo 5:20); 5Mo sankcjonuje ten zakaz, odwołując się do prawa zemsty (5Mo 19:18 n).

Nowy Testament o świadectwie

Podobnie jak Stary Testament, również i Nowy potępia składanie fałszy­wego świadectwa. Przykładów takich fałszerstw dostarcza tu proces Jezusa (Mt 26:59-65). W trosce o zachowanie swej dyscypliny wewnętrznej społeczność chrześcijańska przestrzega sformułowanej już w 5Mo reguły o dwu albo trzech świadkach (Mt 18:16; 2Ko 13:1; 1Tm 5:19). Lecz samo pojęcie świadectwa rozszerza się, przybierając cha­rakter coraz mniej jurydyczny: o człowieku dobrym ci, którzy go znają, wy­dają dobre świadectwo. Tak Żydzi świadczyli o Jezusie (Łk 4:22), o Korne­liuszu (Dz 10:22), o Ananiaszu (22:12), a społeczność chrześcijańska o pierw­szych diakonach (Dz 6:3), o Tymoteuszu (Dz 16:2), o Demetriuszu (3Jn 12; por. 3:6) i o samym Pawle (l Ts 2:10), Paweł zaś ze swej strony tak samo dobrze świadczył o Kościołach w Koryncie (2Ko 8:3) i w Galacji (Gal 4:15). W tym wypadku świadectwo posiada wartość czysto religijną. Nasze życie chrze­ścijańskie nie izoluje nas od innych ludzi. Upływa ono na oczach mnóstwa świadków, zachęcających nas do gorliwości, przy czym chodzi nie tylko o ży­wych (lTm 6:12), lecz także o tych, którzy nas poprzedzili, odchodząc w wierze do Pana (Hbr 12:l nn). Pierwszym spośród tych świadków jest zresz­tą sam Bóg: wydaje On dobre świadectwo o świętych Starego Testamentu (Dz 13:22; Hbr 11: 2. 4 n. 39), podobnie zresztą jak o nowo nawróconych z pogań­stwa (Dz 15:8).

Jezus i świadectwo

Problem świadectwa koncentruje się obecnie wokół osoby Jezusa. Pojmuje się to świadczenie nadal w sensie znanym nam już z Prawa i z nauczania pro­roków. Jezus jest świadkiem wiernym w pełnym tego słowa znaczeniu (Obj l:5; 3:14); przyszedł On na świat po to, aby dać świadectwo prawdzie (Jn 18:37). Świadczy o tym, co widział i słyszał u Ojca (3:11.32 n); wydaje świa­dectwo przeciwko złemu światu (7:7), świadczy o tym, kim jest sam (8:13 n). Jego zeznanie złożone przed Piłatem jest najwyższym świadectwem (1Tm 6:13), świadectwem ukazującym Boży plan zbawienia (2:6). Otóż to świa­dectwo, odrzucone przez niewierny świat (J 3:11; 8:13), posiada, od strony prawnej wartość niezaprzeczalną, gdyż jest potwierdzane przez inne świa­dectwa: przez świadectwo Jana Chrzciciela, streszczające całe Jego posłannic­two (l:6 nn. 15:19; 3:26 nn; 5:33-36); przez świadectwo czynów, których dokonał Jezus sam na polecenie Ojca (5:36; 10:25); przez świadectwo Ojca (5:31 n. 37 n; 8:16 nn). To ostatnie, ukazane w pełnym świetle przez świa­dectwo Pisma (5:39; por. Hbr 7:8.17; Dz 10:43; 1P 1:11), powinno być bezwzględnie przyjęte; w przeciwnym razie będzie się uważać Boga za kłam­cę (1Jn 5:9 nn). To bowiem Duch Święty, dany nam, wydaje świadectwo o Jezusie (J 15, 26), zapewniając równocześnie, że jesteśmy synami Bożymi (Rz 8:16). Oto zestaw świadectw umacniających świadectwo Jezusa. Przyjmując te świa­dectwa, tym samym uznaje się świadectwo Jezusa i wchodzi się w życie wiarą.

Świadkowie Jezusa

Ażeby dotrzeć do ludzi, świadectwo przybiera postać konkretną głoszenia Ewangelii (Mt 24:14). Apostołowie zostali usta­nowieni świadkami Jezusa (Dz 1:8) właśnie po to, aby nieść to świadectwo całemu światu: mają opowiadać wobec ludzi bardzo uroczyście to wszystko, co się przydarzyło od chrztu Jana aż do wniebowstąpienia Jezusa. Szczegól­nie zaś mają dawać świadectwo o zmartwychwstaniu, które usankcjonowało panowanie Jezusa (1:22; 2:32; itd.). Posłannictwo Pawła zostało określone tymi samymi terminami: na drodze do Damaszku został on ustanowiony świadkiem Chrystusa dla wszystkich ludzi (22:15; 26:16). Znajdując się wśród pogan, wszędzie daje świadectwo o zmartwychwstaniu Jezusa (1Ko 15:15), a przez przyjęcie tego świadectwa rodzi się wiara w pierwotnych gminach (2Ts 1:10; 1 Kor 1:6). Ten sam proces identyfikowania Ewangelii ze świadectwem spotykamy w pismach Jana. Relacje znajdujące się w Ewan­gelii — to świadectwa naocznego świadka (Jn 19:35; 21:24).

Rola świadków Jezusa zostanie uwydat­niona jeszcze lepiej, gdy wypadnie im dawać świadectwo wobec władców i przed trybunałami, zgodnie z tym co Jezus przepowiedział już z góry swo­im uczniom (Mk 13:9; Mt 10:18; Łk 21:13n). Zeznania świadków przybie­rają wtedy charakter uroczysty, lecz stanowią również swoistą zapowiedź cierpienia. I jeżeli chrześcijanie rzeczywiście cierpią prześladowania, to „z powodu świadectwa Jezusa” (Obj l:9). Szczepan jako pierwszy dane przez siebie świadectwo przypieczętował własną krwią (Dz 22:20). Taki sam los czeka tu na ziemi innych świadków Ewangelii (Obj 11:7): iluż z nich odda życie „dla świadectwa Jezusa i dla Słowa Bożego” (6:9; 17:6) Babilon, po­tęga występująca z całą zajadłością przeciwko Miastu niebieskiemu, będzie się upijać krwią tych świadków-męczenników (17:6). Ale zwycięstwo Babi­lonu będzie tylko pozorne. W rzeczywistości to oni właśnie, wspólnie z Chry­stusem, pokonają diabła „dzięki krwi Baranka i dzięki słowu swojego świa­dectwa” (12:11). Męczeństwo —to świadectwo wiary przypieczętowane świadectwem krwi.

Świadectwo chrześcijańskie.

Świadectwo ma wielkie znaczenie w Starym i Nowym Testamencie, było ono formą dzielenia się Ewangelią z otaczającym światem. W dzisiejszych czasach ludzie nastawieni są na słuchanie wszelkiego rodzaju opowieści z życia innych ludzi. Opowieści te można oglądać w telewizji w coraz bardziej popularnych programach o tej tematyce. Owa popularyzacja opowieści jest możliwością dla współczesnych chrześcijan, aby dotrzeć do ludzi z Ewangelią o Jezusie Chrystusie. Jednak, aby świadectwo docierało do ludzi musi być przedstawione w takiej formie, jaka jest zrozumiała dla ludzi wokół nas. Jak zatem powinni współcześni chrześcijanie świadczyć?

Chrześcijanie powinni wiedzieć, że istnieją różne rodzaje świadectw. Podobnie jak mówimy o różnych rodzajach modlitwy tj. uwielbienie, dziękczynienie, prośba, tak ma się sprawa ze świadectwem, może ono być świadectwem nawrócenia, świadectwem Bożego działania świadectwem o innych chrześcijanach. Każde z nich ma swoją specyfikę. Świadectwo nawrócenia odnosi się do opisania momentu przełomowego w relacji człowieka z Bogiem. Charakteryzuje się ono bardzo osobistym wyznaniem. Świadectwo Bożego działania dotyczy opisu działania Boga w życiu codziennym a świadectwo o innych dotyczy podzielenia się z innymi tym jak Bóg działał w życiu ludzi, których znamy lub, o których słyszeliśmy.

Składający świadectwo powinien określić wcześniej, jakiego rodzaju świadectwo chce złożyć. Po za tym ważnym czynnikiem jest świadomość dostosowania świadectwa do słuchających. Inaczej mówi się świadectwo do młodzieży, inaczej do ludzi dorosłych a jeszcze inaczej do dzieci. Jest to ważne i pozwoli uniknąć mówiącemu rozczarowania związanego z niezrozumieniem tego, o czym mówi.

Bardzo istotna jest treść świadectwa. Jeżeli mówiący przez 10 minut opowiada o tym, w jakim „gnoju” było jego życie i kończy tą opowieść jednym zdaniem. „No, ale Bóg mnie wyzwolił” to można zadać pytanie, o czym było świadectwo, o Bożej łasce, czy o kupie gnoju? Aby uniknąć takich błędów należy zwrócić uwagę na to, że dobre świadectwo musi mieć: wstęp, w którym mówiący w interesujący sposób wprowadza słuchających w to, o czym będzie mówił. Historię, tj. opis zdarzenia, którym osoba dzieli się z innymi. Zwrócenie uwagi na Bożą łaskę, na Jezusa, jest to bardzo ważny element każdego świadectwa, bez którego jest to zwykła opowieść. Zakończenie, w którym mówiący podsumowuje wszystko i jeszcze raz zwraca uwagę słuchających na Boga.

Składając świadectwo mówiący powinni wystrzegać się następujących błędów.

Po pierwsze, świadectwo powinno być krótkie. Należy rozróżnić między kazaniem a świadectwem. Czasem, składając świadectwo można wzorować się, świadomie lub podświadomie, na kazaniach, które słyszymy w zborze i opowiadać, i opowiadać upiększając i dodając kolejne myśli, pochodzące z chrześcijańskiej lektury lub kazań. Świadectwo to nie kazanie, musi być krótkie i dostosowane do okoliczności.

Po drugie, świadectwo powinno być zrozumiałe. Należy używać języka pozbawionego slangu chrześcijańskiego, górnolotnego słownictwa, nieprzyzwoitych opisów i słów oraz popisywania się swoją wiedzą. Składając świadectwo staramy się zwrócić uwagę na Boga i jego działanie a nie naszą elokwencję, wyjątkowość lub ekstrawagancję.

Po trzecie, składając świadectwo powinniśmy unikać opisów, które mogą spowodować czyjeś zażenowanie lub sprawić komuś przykrość. Świadectwo nie jest formą załatwiania porachunków lub zwrócenia uwagi na czyjąś efektywną pracę ewangelizacyjną, wszelka chwała należy się Bogu.

Po czwarte, świadectwo nie powinno zawierać w całości żartobliwego, ignoranckiego tonu. Może ono zawierać żart, aby skupić ludzką uwagę lub spowodować rozluźnienie, jednak ogólny ton powinien być poważny zwracający ludzką uwagę na Boga.

Po piąte, świadectwo powinno mieć strukturę, która jest zrozumiała i przejrzysta. Poruszanie zbyt wielu wątków może spowodować niejasność przesłania a zagłębianie się w szczegóły tak znuży słuchających, że zasną i stracą ze składającym świadectwo kontakt.

Po szóste, świadectwo musi pochodzić z serca. Nie może to być wyuczona historyjka, choć nie oznacza to, że nie można się do świadectwa przygotować, którą powielamy automatycznie. Świadectwo musi być wypowiedziane szczerze inaczej ludzie nie będą ufać temu, co mówimy. Składając świadectwo należy ufać, że Duch Święty będzie dotykał się słuchających i dzięki naszemu opowiadaniu przemówi do nich.

Krzysztof Wawrzeniuk.

Praca darem Bożym. – Marek Przybycień

Wszelkie ciało wykonuje pracę wszystko, aby żyć musi wykonywać jakąś pracę. Cały kosmos i wszelka w nim materia, aby istnieć musi wykonywać określoną pracę. Atomy to bardzo maleńkie cząsteczki, których nie można zobaczyć gołym okiem, również pracują i to jeszcze jak. One to przez cały okres swojego istnienia tętnią życiem pełno w nich niewyobrażalnie małych cząsteczek zwanych elektronami, które krążą dookoła punktu centralnego zwanego jądrem atomu. Elektrony poruszają się po swoich orbitach z niewyobrażalną prędkością. Mają one określone prawa, których przestrzegają i według których muszą się poruszać. Każdy atom stanowi najmniejszą niepodzielną cząsteczkę materii, z której składa się wszystko, co oglądają nasze oczy. Każdy pojedynczy atom posiada ogromną w stosunku do swej wielkości energię. Bóg to wszystko stworzył według określonych zasad. Bardzo duże skupiska materii przyciągają się wzajemnie i łączą się w jednolite masy tworząc wokół siebie własne pola magnetyczne, są mocne, bo dążą do tego samego celu, aby być blisko siebie.

A jak jest z ludźmi? Ludzie często mają mylne wyobrażenia o pracy. Często ona kojarzy im się z czymś przymusowym traktują ją jako zło konieczne. Praca jest rzeczą Bożą. Jest ona dziełem intelektu i rozumu. Do pracy należy się starannie przygotować. Boże dzieła, które wypełniają cały świat powinny być dla nas natchnieniem i zachętą do zdobywania wiedzy i poznawania dzieł Bożych. Chrześcijanin nie może być ślepcem duchowym i żywić się owocem wypocin tego świata. Powinien wyrzucić listę niekończących się potrzeb mówiących o tym jak ja jestem biednym człowiekiem i jak bardzo potrzebuję pomocy. Dlaczego nie zaufać Jezusowi, czy nie poniósł On na krzyż naszych grzechów, chorób, niepowodzeń, naszych niedostatków?

On podzielił się z nami wszystkim, co najcenniejsze, co najbardziej wartościowe. Bóg troszczy się o nas każdego dnia i jest dla nas wzorem do naśladowania. On ciągle pracuje troszczy się o wszystko, aby nic nie zginęło z tego, co stworzył. Nigdy przy tym się nie męczy ani nie jest to nudne, jest to Jego ulubionym zajęciem i przyjemnością. Bóg posiada pełnię wiedzy zawsze i w nieskończoność wystarczającą by wykonać pracę, jaką tylko zechce. Bóg pracował sześć dni a w siódmym odpoczął. Widzimy tu, że praca pochodzi od Boga, dlatego wykonując jakąkolwiek pracę miejmy świadomość, że wykonujemy Boże dzieła. Bóg błogosławi ludziom starannie wykonującym swoją pracę i nie może być ona ciężarem i powodem do narzekań, lecz dobrodziejstwem przynoszącym pożytek i chwałę Królestwu Bożemu – nadaje wartość człowiekowi. To Bóg, wymyślił pracę i w miłości do swojego stworzenia podzielił się z nim tym darem. Gdy zabieram się do wykonywania jakiejś pracy to mam świadomość Bożej obecności. Wykonuję ją z powagą i spokojem, do nikąd się nie spieszę. Wiem, że Bóg jest moją pomocą On daje mi natchnienie i siły do jej wykonywania. Nie chcę wykonywać pracy, która nie sprawia mi radości. Praca, którą dobrze wykonuję daje mi satysfakcję. Często otrzymuję pragnienie wykonania pracy w nowy sposób, bardziej praktyczny i z Bożą pomocą dokonuję rzeczy nowych i bardzo cenionych przez moich przełożonych. Widzę ogromne błogosławieństwo w pracy, którą wykonuję. Nie chcę wykonywać jej bezmyślnie, nie chcę wykonywać jej dla samego wykonania ożywiam ją i pragnę by ona przekonywała o swojej wyjątkowości. Lubię przeżywać własną pracę, musi ona być tak wykonana jak ja to sobie wyobrażam. Dostrzegam korzyści zwłaszcza wtedy, gdy może przyciągnąć uwagę innych. Daje mi ona poczucie wartości. Mówię, że mam tylko dwie ręce i ograniczony czas działania. Nie mogę ciągle pracować, bo wtedy moja praca wyrabia przekonanie u tych, którzy są dla mnie ważni, że bardziej cenię moją pracę oraz to, aby w życiu coś mieć. Jako chrześcijanin jestem świadomy, iż nie jest rzeczą najważniejszą mieć, lecz być. Pragnę być użytecznym naczyniem Pana. Dostrzegam potrzebę dzielenia się z innymi moim sposobem myślenia moimi przekonaniami. Uważam, że warto staranne przygotowywać się do odpowiedzialności za swoje życie i życie bliźniego.

Leniwy człowiek spogląda z zazdrością na owoc pracy swojego bliźniego robiąc wrażenie tak jakby nic nie otrzymał od swojego Stwórcy.

Marek Przybycień

Pascha – „Co oznacza ten obrzęd?” – Mirosław Tabor

Myślę, że wielu z nas zadawało sobie niegdyś powyższe pytanie, poszukując sensu i znaczenia święta Paschy. Oto my, którzy dzięki ogromnej łasce Bożej poznaliśmy „… baranka niewinnego i nieskalanego”(I P 1,19), staramy się docierać do źródeł, korzeni z których czerpać możemy zrozumienie wspaniałych i odkupieńczych dzieł Bożych. Jest to przecież jak najbardziej właściwe i wskazane.

Nasze tytułowe pytanie, które na pierwszy rzut oka wydaje się być niesamowicie banalne, spotkamy bezpośrednio po opowiadaniu na temat ustanowienia Paschy (por. II Mojż 12,26). To samo pytanie w pewnym okresie dziejów Izraela stanie się integralną częścią liturgii paschalnej i powtarzane będzie przez syna przy rozpoczęciu obrzędu wieczerzy. Jak zatem możemy odpowiedzieć sobie na to pytanie? W II księdze Mojżeszowej (Księdze Wyjścia) czytamy:

„A gdy was zapytają synowie wasi: co znaczy ten wasz obrzęd? Odpowiecie: Jest to rzeźna ofiara paschalna dla Pana, który omijał domy synów Izraela w Egipcie, gdy Egipcjanom zadawał ciosy, a domy nasze ochronił” (II Mojż. 12,26-27).

W środowisku biblistów zgodnie twierdzi się, iż zawarta w tym fragmencie odpowiedź, nawet jeśli tylko prowizoryczna, była gotowa już w chwili, gdy po raz pierwszy zredagowano ten tekst. Analizując jednak samą treść tej wypowiedzi bardzo łatwo zauważymy, iż opisanym wydarzeniem historycznym wspominanym przez Paschę jest przejście Jahwe. Pierwotna Pascha rozumiana była zatem jako przejście Boga, który zbawia – czyli zachowuje od śmierci. Takie rozumienie Paschy nigdy w historii nie zostanie zapomniane, bądź zanegowane być może z powodu oparcia jakie znalazło ono w etymologii samego słowa. Hebrajskie słowo Pascha tłumaczyć bowiem możemy jako „przejść ponad”, „przeskoczyć”, bądź „oszczędzić”. W rytuale judaistycznej wieczerzy paschalnej znajduje się tekst przypisywany Rabbiemu Gamalielowi (mistrzowi św.Pawła, o ile istotnie chodzi tu o Gamaliela I, ale możliwe, że autorem tej sentencji jest inny rabbi, który żył trochę później, ok.90 r. po Chr. Chodziłoby więc w tym wypadku o Gamaliela II). W tekście tym na pytanie: co znaczy słowo Pesach?- odpowiada się: „Bóg, Święty, przeszedł ponad domami naszych ojców w Egipcie”. Jak widzimy pojęcie Paschy rozumieć należy jako przejście ponad Boga, przy czym przejście to jest raczej „ominięciem”.

„ Jest to rzeźna ofiara paschalna dla Pana, który omijał domy synów Izraela w Egipcie, gdy Egipcjanom zadawał ciosy, a domy nasze ochronił.” (II Mojż. 12,27).

Centrum Izraelskiej Paschy pierwotnej – tzw. egipskiej – stanowiło środowisko rodzinne. Były to chwile, w których najbliższa rodzina, czasem wspólnie z sąsiadami, zasiadała do wieczerzy paschalnej, krwią baranka pomazywano oba odrzwia i nadproża w domach, gdzie go spożywano. Mięso upieczone na ogniu spożywano tej samej nocy z przaśnikami i gorzkimi ziołami (por. II Mojż. 12,7-8).

Jednak od czasów reformy króla Jozjasza w roku 622 r p.Chr. zaistniał pewien kompromis pomiędzy Paschą pierwotną, a Paschą tzw. deuteronomistyczną. W czasach króla Jozjasza przeniesiono akcent z rodziny na świątynię w Jerozolimie. Odtąd składanie ofiary z baranka będzie miało miejsce w świątyni Jerozolimskiej w obecności kapłanów, natomiast sama wieczerza paschalna sprawowana będzie w domu przez „głowę rodziny”.

W okresie tym niektóre przepisy właściwe historycznej Passze (egipskiej) zostały wyeliminowane, wśród nich takie, jak oddzielenie baranka dziesiątego dnia miesiąca oraz przydział miejsca dla poszczególnych biesiadników. Teraz Pascha nie podkreśla już gotowości Izraelity do wyruszenia w stronę Ziemi Obiecanej, a biesiadnicy siadają przy stole w pozycji półleżącej, dla wyrażenia – jak mówią źródła – świadomości bycia wolnym, oswobodzonym z niewoli egipskiej.

I tu dochodzimy do bardzo istotnego w naszych rozważaniach punktu. Oto w pewnym okresie dziejów Izraela (prawdopodobnie czas reformy króla Jozjasza) Pascha zaczyna być widziana w sposób bardziej globalny, tzn. już nie jako pamiątka nocnego obrzędu ofiarowania baranka, lecz jako pamiątka wyjścia z Egiptu i cudownego przejścia przez Morze Czerwone. Wyjaśnianie Paschy skoncentrowało się głównie na tym, co początkowo dotyczyło tylko święta Przaśników i pierwocin. Stało się tak z powodu umocnienia się w świadomości Izraela idei wybrania. Świadomość ta znalazła swe umocnienie w okresie, kiedy to Izrael wszedł w kontakt z innymi narodami oraz kiedy przez konfrontację z nimi nauczył się postrzegać siebie samego jako odrębny lud, ustanowiony w oparciu o wyjątkową relację z Jahwe (tzn. jako „naród wybrany”). Wówczas to Wyjście, a nie ofiarowanie baranka stało się nową treścią, którą Pascha upamiętniać miała na pierwszym miejscu:

„Bacz, abyś w miesiącu Kłosów odprawiał Paschę dla Pana, Boga twego, gdyż w miesiącu Kłosów wyprowadził cię Pan, Bóg twój, z Egiptu w nocy.” (V Mojż. 16,1)

Wydarzeniem historycznym wspominanym tu przez Paschę nie jest fakt przejścia Jahwe, ale fakt przejścia ludu z Egiptu do Ziemi Obiecanej. Taka decentralizacja w stosunku do pierwotnego znaczenia ogromnie wzbogaciła jej religijne znaczenie. Odwołuje się ona bowiem do tak istotnych zagadnień jak wybranie ludu Bożego, przymierze (dekalog), a w późniejszym czasie dostrzeże się w istocie tego święta ideę zbawienia. Jahwe nie znalazł bowiem swego ludu przypadkiem; wyszedł, aby go szukać, wyciągając w tym celu swe ramię:

„Albo czy spróbował jakiś bóg przyjść i wziąć sobie jakiś naród spośród innego narodu przez doświadczenia, znaki i cuda oraz przez wojnę, ręką możną i wyciągniętym ramieniem, przez wielkie i straszne czyny, jak to wszystko, co Pan, wasz Bóg, na oczach twoich uczynił dla was w Egipcie? Tobie to ukazano, abyś poznał, że Pan jest Bogiem. Oprócz niego nie ma innego”. (V Mojż. 4,34-35)

Podsumowując, spróbujmy odpowie-dzieć sobie na postawione w tytule pytanie. Otóż Paschę rozumieć możemy jako przejście Boga, który zbawia. Można ją także interpretować jako przejście człowieka, który jest zbawiony. W miejscu tym akcent kładzie się jednak na wyjście. Istnieje co prawda jeszcze trzecia możliwa odpowiedź: otóż Pascha to przejście Boga, który czyni możliwym przejście człowieka z niewoli do wolności. Jest to jednak pewnego rodzaju synteza teologiczna, do której chrześcijańska katecheza paschalna dojdzie o wiele później.

Mirosław Tabor